środa, 8 lipca 2026

Cicha inwazja. Rozdział 1 - Tajemniczy goście (polska wersja) c.d. 2

 


  ROZDZIAŁ 1

  TAJEMNICZY GOŚCIE




    c. d.



    Niemal biegła po kamienistym wybrzeżu fiordu, a potem ulicami miasta, przystając co jakiś czas dla złapania oddechu. Otworzyła drzwi swoim kluczem, i przeskakując po dwa stopnie naraz, wspięła się na piętro domu.
    Olaf był w swoim pokoju. Stał bez ruchu, pogrążony w zadumie, trzymając prawą dłoń na monitorze komputera. Na dźwięk skrzypiącej klamki drgnął silnie, odwrócił się i spojrzał na dziewczynę lekko zamglonym wzrokiem.
    Arina, nie wahając się już ani sekundy, rzuciła się w jego kierunku i objęła go ramionami za szyję. Musiała wspiąć się w tym celu na palce, bo Norweg był od niej sporo wyższy. Przywarła do niego mocno, z całej siły.
    – Tak bardzo za tobą tęskniłam, Olafie!
    – Ale dlaczego tęskniłaś? – odparł ze zdziwieniem. – Przecież widzieliśmy się ledwie dziś w nocy.
    Roześmiała się, a był to śmiech czysty i radosny. W jej głosie nie pozostał nawet ślad niedawnego napięcia. Ach, ten Olaf! On nigdy się nie zmieni, nawet dla niej, a ona nawet nie będzie już więcej próbowała czegokolwiek na nim wymusić.
    Puściła go i siadła na łóżku.
    – Posłuchaj, Olafie – zaczęła. – Mam za sobą długą podróż. Nie w znaczeniu fizycznym, choć zrobiłam sobie dziś spacer nad morze, ale nie to jest najważniejsze. Przez ostatnie kilka miesięcy przebywałam jakby w innym wymiarze, ale to wszystko już minęło. Chciałabym ci teraz coś powiedzieć.
    – Nie, to ja chciałbym ci coś powiedzieć – przerwał. Podszedł do komputera i wyjął z napędu krążek. Arina nie musiała nawet spoglądać na tytuł, by wiedzieć, jaki to film.
    – Tak, zrobiłem to – podjął. – Bardzo chciałem cię zrozumieć. Wiedzieć, co myślisz, co czujesz, gdy słyszysz te słowa, gdy widzisz te obrazy. Ten film oddalił nas od siebie, więc pomyślałem: czemu ta sama rzecz nie miałaby nas zbliżyć?
    – I...?
    – Widzisz… to wszystko nie ma tak naprawdę znaczenia.
    – A więc ty także sądzisz, że jestem wariatką, bo wierzę w te kłamstwa?
    – Nie powiedziałem, że to są kłamstwa i że jesteś wariatką. Powiedziałem tylko, że to nie ma znaczenia.
    – Jak mam to rozumieć?
    Siadł przy niej na łóżku, wciąż trzymając płytę w palcach.
    – Pogrzebałem trochę w sieci, głównie na stronach amerykańskich, które na ogół się omija, i znalazłem sporo interesujących odniesień do tamtych wydarzeń. Ale najpierw przypomnę parę historycznych faktów*, o których uczy się u nas w szkole każdy dzieciak. Pomijając zamierzchłą przeszłość, idea zjednoczenia Europy przewijała się w wystąpieniach wielu polityków i intelektualistów już w początkach XX wieku. Nie wiem, czy słyszałaś kiedykolwiek o książce „Stara Ziemia” autorstwa Jerzego Żuławskiego, trzeciej i ostatniej części słynnej Trylogii księżycowej. To przecież, Arino, był twój rodak.
    Dziewczyna pokręciła energicznie głową na znak, że nigdy nie czytała takiej książki i nawet nie słyszała o jej istnieniu.
    – To właśnie tam pojawia się, prawdopodobnie była to jedna z prekursorskich prac na ten temat, pojęcie „Stanów Zjednoczonych Europy”, do których utworzenia nawoływał kilkadziesiąt lat później premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill. Co prawda, nie zostały one w tej książce odmalowane jako całkiem pozytywne rozwiązanie, ale mniejsza o to. Wybuch drugiej wojny światowej przerwał te na razie czysto teoretyczne rozważania, lecz nawet w okresie trwania tego najstraszliwszego w dziejach konfliktu zbrojnego integracja miała swoich zwolenników. Nie wiadomo jednak, jak by się to wszystko w praktyce potoczyło, gdyby nie amerykańska interwencja.
    Widząc szeroko otwarte ze zdumienia oczy towarzyszki, szybko dodał:
    – Chodzi mi o ten słynny plan amerykańskiego sekretarza stanu George’a Marshalla, skierowany do wszystkich europejskich krajów potrzebujących wsparcia finansowego w celu odbudowy po zakończeniu działań wojennych. Nie będę wchodził w szczegóły, bo znajdziesz je w każdej książce do historii. Dość powiedzieć, że pieniądze z planu Marshalla były przelewane na konto utworzonej w tym celu Europejskiej Organizacji Współpracy Gospodarczej, którą możemy chyba uznać za pierwszą instytucję wspólnotową.
    – W samej Europie także wiele się działo w tych tematach. Na pewno słyszałaś o Robercie Schumanie, uznawanego przez wielu za „ojca” zjednoczonej Europy, tak naprawdę jednego z wielu, ponieważ żaden człowiek nie byłby w stanie dokonać w pojedynkę tak wielkiego dzieła. Wygłosił on 9 maja 1950 roku w Paryżu słynne przemówienie, nazwane potem Deklaracją Schumana, w którym stwierdził między innymi, że impulsem do dalszej integracji kontynentu musi być wyeliminowanie odwiecznej rywalizacji pomiędzy dwoma wielkimi narodami: Francją i Niemcami. Dlatego również w naszych czasach, prawie trzysta lat po tym ważnym wydarzeniu, obchodzimy w tym dniu Święto Europy.
    – Pierwszy z wielkich traktatów europejskich, mianowicie Traktat Paryski powołał do życia Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, natomiast Traktat Rzymski dwie kolejne wspólnoty, czyli Euratom oraz Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Oprócz Francji i Niemiec Zachodnich, w ich ramach współpracowały także cztery inne kraje: Belgia, Holandia, Luksemburg i Włochy. Z tego względu nazywa się je państwami założycielskimi UE. Kilka następnych dekad to historia zarówno kryzysów i porażek, jak i sukcesów Wspólnoty. W wyniku dalszej integracji, rozłożonej na parę etapów, przyłączyło się do niej sześć kolejnych krajów, mianowicie Dania, Wielka Brytania, Irlandia, Grecja, Hiszpania i Portugalia. Już w tym okresie toczył się spór pomiędzy zwolennikami Europy federalnej a tymi, którzy forsowali Europę ojczyzn. Te dwa skrajne podejścia do procesów integracji, oraz wszystkie stany pośrednie pomiędzy nimi, stały się główną osią sporu pomiędzy Europejczykami różnych narodów niemal do połowy kolejnego stulecia.
    – Pod koniec lat 80. XX wieku zdarzyło się coś, co wprawdzie nie było jeszcze bezpośrednio powiązane z samą EWG, lecz zmieniło na zawsze oblicze naszego kontynentu. W całym bloku państw Europy Środkowej i Wschodniej upadał stopniowo system komunistyczny, rozdarte przez zawieruchę wojenną na dwie połówki Niemcy ponownie zjednoczyły się, burząc niesławny Mur Berliński, a zaledwie rok później rozpadł się Związek Radziecki. Kraje te oczywiście zaczęły bardzo szybko spoglądać na Zachód, a przystąpienie do jego struktur stało się kwestią zaledwie półtorej dekady.
    – To, co dziś jest dla nas tak bardzo oczywiste, czyli możliwość swobodnego poruszania się i przebywania na całym terytorium Federacji, wcale nie było takie dla ludzi z tamtych czasów. Pięć krajów założycielskich – oprócz Włoch – podpisało w 1985 roku w mieście Schengen w Luksemburgu porozumienie, zakładające stopniową likwidację kontroli na granicach wewnętrznych pomiędzy państwami Unii. Ten obszar swobodnego ruchu został nazwany strefą Schengen. Inne kraje dołączyły do tego porozumienia w późniejszym czasie, każde w swoim tempie i na miarę własnych możliwości.
    – Kolejnym ważnym traktatem był Traktat z Maastricht, zwany Traktatem o Unii Europejskiej, podpisany w 1992 roku. W ten sposób narodziła się organizacja, która kształtowała losy Europy przez kolejne sześćdziesiąt lat. Kilka lat później do jej struktur przyłączyły się trzy kolejne kraje, mianowicie Austria, Szwecja i Finlandia.
    – W tym traktacie zapisano postanowienie o stworzeniu wspólnej waluty europejskiej, czyli euro. Tego samego, którym płacimy do dziś. Pieniądz ten wszedł faktycznie do obiegu dopiero z początkiem 2002 roku, zastępując waluty narodowe. Nie wszystkie państwa Unii wprowadziły euro w tym samym czasie, a ostatnie z nich zrobiły to dopiero po interwencji Podróżników. Czyli tajemniczych gości ze statku, o którym opowiada ten przeklęty film. Będę nazywał ich właśnie Podróżnikami, gdyż uważam, że nazwa ta najlepiej oddaje zarówno naturę owych istot, jak i niewyjaśnioną do dnia dzisiejszego historię ich wędrówki poprzez Kosmos.
    – Na początku XXI wieku miało miejsce największe rozszerzenie Wspólnoty aż o trzynaście krajów, głównie Europy Środkowo-Wschodniej, znów rozłożone na trzy etapy. W 2004 roku do Unii przyłączyły się Polska, Słowacja, Czechy, Węgry, Litwa, Łotwa, Estonia, Słowenia, Cypr i Malta, trzy lata później – Bułgaria i Rumunia, natomiast w 2013 roku – Chorwacja.
    – W tym okresie w ramach wciąż zmieniającej się i rozszerzającej Unii Europejskiej utworzono wiele instytucji wspólnotowych, a także podpisano całą masę aktów prawnych, zarówno traktatów, jak i rozporządzeń oraz dyrektyw, dotyczących wszystkich krajów członkowskich. Do najbardziej znanych instytucji, działających z niewielkimi zmianami do naszych czasów, należały Komisja Europejska, czyli „rząd” UE, obecnie zwany też Radą Komisarzy na czele z przewodniczącym, Parlament Europejski, liczący już teraz prawie tysiąc posłów ze wszystkich zakątków Federacji, oraz Rada Europejska, niegdyś zrzeszająca przywódców państw lub szefów rządów narodowych, a obecnie zarządców regionów. Mamy także prezydenta, wspólnego dla wszystkich narodów. Pierwszym prezydentem Europy została, jak zapewne pamiętasz, Elena Vella z Malty, poprzednio przewodnicząca Komisji Europejskiej, która wygłosiła w 2050 roku swój słynny Manifest Założycielski, będący integralną częścią najnowszego Traktatu Konstytucyjnego, obowiązującego ze zmianami do dzisiaj. Był on porównywalny co do swej ważności z Deklaracją Schumana, ogłoszoną równo całe stulecie wcześniej.    
    W imię złączenia na zawsze w całość tego, co pozostawało tak długo podzielone,
    w imię pokoju, prawdy, sprawiedliwości i piękna,
    w imię naszego dziedzictwa grecko-rzymsko-judeochrześcijańskiego, a także wywiedzionego z innych źródeł,
    w imię wspólnej i świetlanej przyszłości, w stronę której nasz kontynent ma niezłomną wolę podążać –
    ustanawiamy z nadania i w imię dążenia wszystkich obywateli naszych narodów
    Federację Europejską, która przetrwa wszelkie przyszłe burze dziejów. (…)


    – Trudno nie wspomnieć o smutnym wydarzeniu z tych czasów, które nazywano popularnie Brexitem. Wielka Brytania przegłosowała w 2016 roku w referendum opuszczenie Unii Europejskiej, a cztery lata później to postanowienie weszło w życie. Co prawda, już za parę kolejnych lat duża część Brytyjczyków zaczęła żałować tej decyzji. Ich wyspiarski kraj, obecnie jeszcze bardziej odizolowany od reszty Europy, podupadł gospodarczo w wyniku wyjścia z UE. Społeczeństwo Zjednoczonego Królestwa podzieliło się więc na dwie frakcje o przeciwnych poglądach na tę sprawę, rejoiners marzących o ponownej integracji ze Wspólnotą, oraz brexiters, podtrzymujących wynik referendum. Dopiero we wczesnych latach 30. udało im się powrócić do struktur w wyniku procesu akcesyjnego uproszczonego ze względu na ich uprzedni okres członkostwa.
    – Jak w tej biblijnej przypowieści o synu marnotrawnym, powracającym do ojca po próbie życia na własnych zasadach… – szepnęła Arina.
    – W pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku jedną ze spraw wzbudzających najwięcej emocji na naszym kontynencie było przyjęcie Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy. Został on przyjęty przez Radę Europejską w 2004 roku, a następnie zatwierdzony przez Parlament Europejski. Miał on połączyć wcześniejsze traktaty unijne w jedną całość, tworząc bardziej zjednoczoną Unię Europejską, która mogłaby od tej pory reprezentować na arenie międzynarodowej wszystkie państwa członkowskie. Tak więc, jak widzisz, już wtedy pojawiały się projekty przekształcenia bloku państw w rzeczywistą federację. Projekt też nigdy nie wszedł w życie, ponieważ został odrzucony w referendach we Francji oraz Holandii w 2005 roku. Dokument przepadł, lecz wiele z zawartych w nim pomysłów znalazło się w Traktacie Lizbońskim, który stał się najważniejszym aktem prawnym Wspólnoty zaledwie kilka lat później.
    – Dopiero w późnych latach 30. udało się przyjąć, po niezliczonych politycznych debatach oraz przezwyciężeniu oporu w wielu społeczeństwach, prawdziwą Konstytucję dla Europy. Jednak była ona wynikiem kompromisów, które nikogo nie zadowalały do końca, i nie reprezentowała głosu większości obywateli, dlatego nie rozwiązała problemów kontynentu.
    – Ponieważ w tym okresie historii pojawiło się wiele nowych, niespotykanych wcześniej problemów. Na wschodzie imperium rosyjskie znów zaczęło stanowić zagrożenie dla reszty Europy, odrzucając przybraną na zaledwie dwie dekady maskę demokratycznego kraju. W 2014 roku Federacja Rosyjska dokonała nielegalnej aneksji Krymu, a zaledwie osiem lat później rozpętała pełnoskalową wojnę na Ukrainie, która pochłonęła wiele istnień ludzkich po obu stronach konfliktu. Pomimo nakładania rozmaitych sankcji na Rosję, pomocy finansowej i militarnej dla Ukrainy oraz wielu prób doprowadzenia do trwałego pokoju, zarówno ze strony państw europejskich, jak i administracji USA, ta wyniszczająca wojna trwała aż do 2028 roku, czyli tak samo długo jak druga wojna światowa, stając się przy okazji przyczyną napięć i pogorszenia stosunków w łonie Europy. Chociażby Polska, początkowo tak bardzo przyjazna narodowi ukraińskiemu i wspierająca zaatakowane państwo poprzez przyjęcie uchodźców, doświadczyła jednego z najtrudniejszych zewnętrznych konfliktów w najnowszej historii, gdy nastawienie władz Ukrainy wobec sąsiada uległo niespodziewanej zmianie. Na szczęście, dzięki wysiłkom polityków i ludzi dobrej woli z obu stron, udało się wygasić ten niebezpieczny spór.
    – W tym czasie w większości krajów europejskich rozpoczęły się intensywne zbrojenia, wspomagane unijnym programem SAFE, konieczne w obliczu stopniowego wycofywania obecności militarnej w Europie ze strony Stanów Zjednoczonych. Na szczęście dzięki skutecznemu odstraszaniu udało się zapobiec atakom Rosji, wciąż nastawionej konfrontacyjnie wobec Zachodu, na kolejne kraje Europy, aż do czasu, gdy Bariera zaczęła pełnić swoją funkcję.
    – Na przełomie drugiej i trzeciej dekady tego obfitującego w wydarzenia stulecia, cały świat zmagał się z pandemią koronawirusa, który pojawił się w chińskim mieście Wuhan w okolicznościach, które nigdy nie zostały w pełni wyjaśnione. Choroba ta, nazwana COVID-19, zabrała miliony ludzkich żyć w skali globu. Zmieniła ona także codzienne życie wielu Europejczyków. Wprowadzono ograniczenia mobilności obywateli oraz konieczność noszenia maseczek w miejscach publicznych. Pojawiła się praca, a także nauka zdalna na niespotykaną dotąd skalę, wzmacniając u wielu osób problemy psychiczne z powodu izolacji. Pandemia spowodowała także poważną recesję gospodarczą oraz upadek wielu firm i utratę miejsc pracy. Jak grzyby po deszczu wyrastały za to teorie spiskowe, związane chociażby z wprowadzonymi naprędce na rynek szczepionkami.
    – Kolejnym punktem zapalnym stał się masowy napływ do Europy milionów ludzi, na ogół z uboższych regionów Afryki i Bliskiego Wschodu. Byli wśród nich zarówno uchodźcy wojenni, jak i osoby poszukujące pracy czy po prostu wygodnego życia, oraz ciągle wzrastająca liczba uchodźców klimatycznych. Trafiali oni przeważnie do krajów zachodnich i południowych, powodując nierównomierne obciążenie państw UE kosztami ich asymilacji, a także zmniejszając poziom bezpieczeństwa w tych krajach. Tworzyło to kolejne ogromne napięcia w polityce wewnętrznej krajów oraz pomiędzy państwami członkowskimi, zwłaszcza w kontekście przymusowego przesiedlania migrantów. Wielu obywateli obciążało instytucje unijne winą za zaistniałą sytuację, co zmniejszało poziom zaufania i poparcia dla procesów integracji kontynentu. Niektóre kraje, takie jak Polska czy Węgry, dystansowały się od kwestii migrantów, zaczęły się też stopniowo podnosić głosy, na razie tylko w środowiskach skrajnie prawicowych i populistycznych, o wychodzeniu całych krajów z Unii na wzór Wielkiej Brytanii.
    – Równocześnie na całym świecie nasilały się zmiany klimatu, spowodowane między innymi wykorzystywaniem paliw kopalnych w energetyce i transporcie, a także intensywnym rozwojem przemysłu i rolnictwa. Zawartość CO2 i innych gazów cieplarnianych w atmosferze szybko się zwiększała, będąc przyczyną wzrostu średnich temperatur powietrza na całym globie. Zmiany te nie ominęły także Europy. Długotrwałe fale upałów przekraczających już 40°C, gwałtowne burze i huragany, pogłębiająca się w wielu regionach susza oraz pożary dużych połaci lasów na południu kontynentu stawały się coraz bardziej uciążliwe dla milionów mieszkańców. Szczególnie wysokie temperatury stanowiły poważne zagrożenie, będąc przyczyną tysięcy nadmiarowych zgonów. Lato, jeszcze do niedawna kojarzące się ze szczęściem, zabawą, wypoczynkiem i przebywaniem na świeżym powietrzu, stawało się powoli śmiertelną pułapką. Nie było tutaj prostych rozwiązań ani nadziei na szybkie wyście z tego kryzysu. Według wielu prognoz klimatologów sytuacja miała tylko pogarszać się w kolejnych dekadach. Plany, marzenia i nadzieje ludzkie znaczyły tak niewiele w obliczu bezlitosnej potęgi natury, z którą nasz gatunek tak bezmyślnie igrał od czasów rewolucji przemysłowej.
    – Również przemiany polityczne na świecie i gwałtowny postęp technologiczny miały wpływ na ówczesny kształt Europy. W pierwszych dekadach XXI stulecia powoli i niespostrzeżenie, acz konsekwentnie zmieniały się nastroje polityczno-społeczne w USA. Potężny kraj stopniowo przechylał się na prawo, a duża część jego obywateli była coraz bardziej nieufna wobec ideologii, którą nazywano woke, czyli świadomością „obudzoną”. Na znaczeniu zyskiwała za to na nowo religia, zwłaszcza różne odmiany chrześcijaństwa, oraz powrót do tradycyjnych sposobów życia, zwłaszcza w kontekście ról płciowych. Mówiono nawet o wojnie kulturowej, która rozlewała się w pewnym stopniu także na Europę, podsycanej przez ruchy takie jak MAGA (Uczyńmy Amerykę Znów Wielką). Było to zjawisko polityczne, które zyskało ogromne wpływy w czasach Trumpa, promujące nacjonalizm, sceptycyzm wobec globalnych instytucji i powrót do wartości konserwatywnych. Idee te podobały się niektórym partiom politycznym w Europie, doprowadzając do jeszcze większych podziałów społecznych.
    – Konsekwencją tych przemian były dwie kadencje Donalda Trumpa w roli prezydenta USA, biznesmena i polityka wywodzącego się z Partii Republikańskiej, a jednocześnie człowieka, wokół którego narosło wiele kontrowersji nie tylko w jego własnym kraju. O ile jego pierwsza kadencja nie zrobiła wielu szkód, dzięki rozsądnym doradcom u jego boku oraz oporowi ze strony Kongresu i amerykańskich sądów, mimo dziwacznych wypowiedzi prezydenta dotyczących chociażby pandemii, o ile kadencja druga, gdy Trump był już człowiekiem w podeszłych latach, którego zdrowie na dodatek szybko się pogarszało, okazała się prawdziwą próbą wytrzymałości dla reszty świata.
    – Za drugiej kadencji Trumpa wybuchła kolejna wojna, wzniecona przez Stany Zjednoczone i ich sojusznicze państwo Izrael przeciwko Iranowi. Prawdziwą przyczyną tej wojny była walka o wpływy w regionie oraz plan zniszczenia islamistycznych bojówek wspieranych przez Iran, a także uniemożliwienie temu państwu rozwinięcia własnego programu nuklearnego. Niestety, efektem ubocznym było zablokowanie Cieśniny Ormuz, ważnego szlaku transportu ropy naftowej, przez Irańczyków, co doprowadziło do podniesienia cen paliw na świecie. Przez pewien czas kraje europejskie obawiały się nawet całkowitego braku paliw na swoim terytorium. Wojna ta, obfitująca zarówno w dramatyczne momenty, jak i dłuższe czy krótsze rozejmy, ale bez trwałego pokoju, ciągnęła się przez ponad dwie dekady, tak samo za rządów republikańskich, jak i demokratycznych prezydentów, aż do momentu, w którym nasi przodkowie wznieśli Barierę. Nie wiemy więc, jak się zakończyła i co dzieje się teraz w rejonie Zatoki Perskiej.
    – Dla Europy najgorszym momentem tej prezydentury były prawdopodobnie groźby zajęcia siłą Grenlandii, wyspy należącej od trzech wieków do Danii. Państwa europejskie już od dawna nie działały tak zdecydowanie i jednomyślnie, odpierając niecne zamiary Trumpa. Ostatecznie, dzięki połączonym wysiłkom Europejczyków i rozsądnych ludzi po drugiej stronie oceanu, którzy nie popierali agresywnych aspiracji swojego prezydenta, udało się ocalić Grenlandię, lecz za to Unia musiała wciąż na nowo zmagać się z groźbami ceł handlowych ze strony USA, nakładanych i odwoływanych z szybkością błyskawicy przez impulsywnego przywódcę. Były to więc czasy wojen handlowych pomiędzy największymi potęgami gospodarczymi ówczesnego świata, do których oprócz Europy i USA zaliczały się także rosnące wciąż w siłę Chiny.
    – Być może druga kadencja Donalda Trumpa, budząca w wielu ludziach tak ogromne obawy i złość, paradoksalnie przysłużyła się jedności Europy bardziej niż cokolwiek innego. Już poprzedni demokratyczni prezydenci, tacy jak Barack Obama czy Joe Biden, sygnalizowali, że Stary Kontynent musi polegać w większym stopniu na sobie, przede wszystkim w zakresie obronności, ale dopiero Trump wyartykułował to żądanie na tyle bezwzględnie, by nareszcie obudzić Europejczyków i skłonić ich do stopniowego wprowadzenia zmian.
    – Dużo mówiło się i pisało w tamtych czasach o suwerenności Europy, co znaczyło ni mniej, ni więcej, jak tylko niezależność od USA i Chin, a także innych regionów świata, w dziedzinie zarówno obronności, energetyki, produkcji przemysłowej, jak i nowych technologii cyfrowych. Kto wie, czy gdyby prezydentem USA była w tym czasie demokratka Kamala Harris, rywalka Trumpa w wyborach w 2024 roku, nie tak agresywna w stosunku do Unii Europejskiej, czy padłyby te wszystkie wielkie słowa o jedności i czy podjęte zostałyby rozmaite działania, mniej lub bardziej znaczące, mające ostatecznie uniezależnić Europę od „wielkiego brata” zza oceanu.
    – Kolejny prezydent po Trumpie, czyli Marco Rubio, również jeden z czołowych polityków Republikanów, kontynuował wprawdzie kurs obrany przez swojego mentora, ale nawet po wyborze demokratycznej polityczki Alexandrii Ocasio-Cortez w 2032 roku, będącej pierwszą kobietą na stanowisku prezydenta USA, gdy klimat polityczny w tym kraju znów zmienił się na łagodniejszy i bardziej lewicowy, większość Europejczyków nie chciała już wracać do dawnej zależności, nawet jeśli oznaczała ona większe bezpieczeństwo. Zmiany były już zbyt głębokie, zbyt daleko idące, by ktokolwiek po tej stronie oceanu chciał ponownie zgodzić się na dawne niesymetryczne stosunki w partnerstwie transatlantyckim.
    – Były to więc lata, gdy część Europejczyków myślała już o federalizacji i stanięciu w jednym szeregu z największymi światowymi potęgami, podczas gdy dla innych wciąż zagrożeniem pozostawali przede wszystkim najbliżsi sąsiedzi. Ambicje te miały się spełnić trochę później i w zupełnie inny sposób, niż zakładali to ludzie z tamtych czasów.
    – W drugiej i trzeciej dekadzie XXI wieku miał miejsce dynamiczny rozwój technologii cyfrowych oraz sztucznej inteligencji. Pierwszeństwo w tej dziedzinie na scenie światowej wiodły oczywiście USA i Chiny, a Europa pozostawała dość daleko za liderami. Europejczycy postanowili więc rozwijać własne, niezależne oprogramowanie oraz modele sztucznej inteligencji, które zaczęły pojawiać się jeden po drugim w krótkich odstępach czasu, wciąż nie dorównując mocą obliczeniową produktom amerykańskich Big Techów. Jednak nawet takie mniej doskonałe modele były dużym krokiem w kierunku niezależności naszego kontynentu – co stało się kluczowym elementem tego, co później nazwano autonomią strategiczną Europy.
    – Kolejnym polem, na którym Europa starała się uzyskać suwerenność, była produkcja energii, bez której nie sposób wyobrazić sobie nowoczesnego życia. Poleganie na jednym dostawcy paliw, niezależnie od tego, czy była to Rosja, Stany Zjednoczone czy państwa Zatoki Perskiej, stało się ryzykowne. Europa starała się więc dywersyfikować swoje dostawy, lecz przede wszystkim postawiła na elektryfikację wszystkiego, co tylko się dało, oraz energię z rodzimych źródeł, zarówno tę wytwarzaną w reaktorach atomowych, jak i tę ze źródeł odnawialnych, takich jak wiatr czy słońce. Te wszystkie wydarzenia – od wojen handlowych po kryzysy energetyczne – przekonały Europę, że autonomia strategiczna to nie wybór, a konieczność.
    – Ograniczenie procesów spalania było szalenie ważne również ze względów środowiskowych. Jak zapewne pamiętasz ze szkoły, ostatecznym produktem spalania jakichkolwiek substancji opartych na węglu jest dwutlenek węgla, czyli główny „podejrzany” o nadmierny efekt cieplarniany.
    – W późnych latach dwudziestych oraz w latach trzydziestych nastąpiły kolejne planowane rozszerzenia Unii Europejskiej. Pierwsza, bo już w 2028 roku, przyłączyła się Czarnogóra, a następnie, zaledwie kilka lat później, pozostałe kraje Bałkanów, Mołdawia, Islandia oraz powracająca Wielka Brytania. Ukrainie jako ostatniej udało się spełnić wszystkie kryteria kopenhaskie z 1993 roku, mimo początkowego entuzjazmu oraz prób przyspieszania członkostwa przez prezydenta Zełenskiego. Za to Turcja nigdy nie znalazła się w Unii – ani w późniejszej Federacji – nawet po przybyciu Podróżników.
    – Paradoksalnie, mogłoby się więc wydawać, że sprawy idą w znakomitym kierunku, jednak podskórnie działo się coś całkiem innego. Pomimo rozszerzenia Wspólnoty o te wszystkie kraje, a nawet pomimo przyjęcia Traktatu Konstytucyjnego, reformującego instytucje unijne, w wielu państwach budziły się dawne upiory. W relacjach międzynarodowych pojawiały się zgrzyty, ponieważ dla dużej części Europejczyków liczyło się głównie dobro ich ojczyzn, a wobec reszty państw pozostawali w najlepszym razie obojętni. Pogłębiały się trudności na rynku pracy, część społeczeństw ubożała i to właśnie ci najubożsi upatrywali przyczyny swoich nieszczęść w samym procesie integracji kontynentu. Partie głoszące skrajnie prawicowe, nacjonalistyczne i ksenofobiczne hasła szturmem zdobywały parlamenty narodowe, a nawet wiele miejsc w Parlamencie Europejskim. Zamykano granice w obawie przed napływem obcej siły roboczej, która zabierze pracę miejscowym. Same instytucje unijne przeżerała korupcja. Zagarniały one coraz więcej władzy, a jednocześnie były coraz bardziej bezsilne. Mało kto jeszcze wierzył w szczytne hasła jedności europejskiej. Idee wypłowiały, a ogień się wypalił. Zamiast solidarności była chciwość, zamiast współdziałania – egoizm jednostek i państw. Wreszcie, w połowie lat czterdziestych, rozpad Wspólnoty był już właściwie przesądzony. Europa miała właśnie utracić wszystko, na co wiele pokoleń pracowało przez całe ubiegłe stulecie.
    – Ale wiemy, że do tego nie doszło – udało się w końcu wtrącić Arinie, wykorzystując fakt, że zmęczony swoim słowotokiem Olaf musiał nabrać powietrza.
    – Nie doszło, ponieważ właśnie wtedy nastąpił początek zupełnie nieprawdopodobnych wydarzeń. W 2048 roku pojawił się w pobliżu Ziemi nieznany obiekt latający. Oczywiście badacze z NASA, CNSA, JAXA, Roskosmosu* i innych liczących się na świecie agencji kosmicznych już wcześniej, zanim statek zdołał zbliżyć się do naszej planety na tak małą odległość, próbowali nawiązać kontakt z przybyszami. Ale statek milczał. Zawisł nieruchomo w górnej części troposfery w okolicy bieguna północnego, i można było odnieść wrażenie, że uważnie obserwuje wschodnią część lądowej płyty eurazjatyckiej. Tkwił tak na orbicie w ciszy i majestacie, nie próbując nawiązać kontaktu z ludźmi i budząc w ich sercach przerażenie. Wyglądało to tak, jakby Obcy upatrzyli sobie Europę jako cel swojej inwazji. Jednak dzień zagłady wciąż nie nadchodził.
    – W tamtych czasach, pomimo wszelkich napięć w relacjach politycznych i gospodarczych ostatnich kilku dekad, wielu Amerykanów wciąż jeszcze uważało, że zapewnienie wsparcia militarnego słabszej Europie jest ich obowiązkiem. Z Przylądka Canaveral wystartował bezzałogowy pojazd kosmiczny – o dużo zresztą mówiącej nazwie Discovery – którego zdaniem było zbadanie obiektu oraz nawiązanie pierwszego kontaktu. Ale Discovery nigdy nie dotarł do statku Obcych. Obiekt otaczało pole siłowe o olbrzymiej mocy, wygenerowane dzięki technologii nieznanej na naszej planecie, odpychające od statku wszystko, cokolwiek próbowało się do niego zbliżyć. Oczywistym było, że to pole stanowi ochronę obiektu. Lecz kogo właściwie chroniło pole, skoro statek był najprawdopodobniej pusty? Czujniki nie wykryły na jego pokładzie obecności żadnych żywych istot. Należał on wyłącznie do maszyn.
    – I co było dalej?
    – Dalej? Naukowcy postawili kolejną hipotezę, mianowicie iż cały statek jest swego rodzaju żywą istotą, opartą na sztucznej inteligencji. Teoria ta zresztą niewiele odbiegała od prawdy. Kolejne próby kontaktu nie nastąpiły, ponieważ pewnego dnia statek po prostu eksplodował. Część odłamków odleciała w przestrzeń kosmiczną, inne krążą wokół planety do dnia dzisiejszego, a reszta spłonęła w atmosferze ziemskiej. Amerykanie i Chińczycy natychmiast wysłali sondy, których zadaniem było zbadanie orbitujących resztek, lecz ich praca nie przyniosła żadnych znaczących odkryć. Poza tym, iż jest to prawdopodobnie standardowa aparatura ich pojazdów kosmicznych, ludzkość nadal nie wiedziała niczego ani o pochodzeniu Podróżników, ani o ich zamiarach wobec Ziemi, ani o nich samych.
    – Przecież znamy powód, dla którego opuścili rodzinną planetę…
    – Masz na myśli film? To tylko spekulacje, Arino, choć kto wie, jak bliskie mogą być prawdy. Zauważyłaś może, że wymieniając organizacje badające szczątki obiektu, pominąłem Europejską Agencję Kosmiczną? Europejczycy nie włączyli się do tej gorączki odkryć, gdyż byli wtedy zajęci całkiem innymi zadaniami. W łonie upadającej Unii Europejskiej rozpoczęły się wielkie przemiany, a proces rozkładu został bardzo szybko zahamowany. Nigdy jeszcze, w całej długiej historii, narody europejskie nie działały bardziej zgodnie, bardziej solidarnie. Po stu latach zbliżania się do celu i oddalania od niego Europa osiągnęła wreszcie to, o czym marzyli wizjonerzy, filozofowie i artyści. Niedoskonały polityczny twór, wciąż w budowie od wielu dekad, wydawał się wreszcie zmierzać ku swej ostatecznej formie. Kontynent stał się prawdziwym domem dla pół miliarda Europejczyków i nikt już nie czuł się wykluczony ani pominięty.
    – Unia przekształciła się w Federację. Ta wielka zmiana została obwieszczona narodom już w 2050 roku, w zapisach preambuły nowego Traktatu Konstytucyjnego, o niebo lepszego od poprzedniego. Traktat po raz pierwszy w dziejach ustanawiał urząd Prezydenta Federacji Europejskiej jako głowy Wspólnoty, zmniejszając tym samym kompetencje przewodniczącego Rady Europejskiej, który miał od tej pory głównie zwoływać i przewodniczyć szczytom przywódców narodowych oraz rozstrzygać spory pomiędzy regionami. Zachowane zostało stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej, którego funkcja stała się odpowiednikiem premiera Kolegium Komisarzy. Zlikwidowano za to rotacyjną prezydencję Rady UE, która przez tak długi czas była źródłem dumy dla krajów sprawujących tę godność. Jeśli zaś chodzi o urząd Wysokiego Przedstawiciela ds. Polityki Zagranicznej i Polityki Bezpieczeństwa, to już wkrótce miał on przestać być do czegokolwiek potrzebny.
    Arina przywołała w pamięci obraz ówczesnej przewodniczącej Komisji Europejskiej, Eleny Velli z Malty, drugiej kobiety po Ursuli von der Leyen na tym stanowisku. Kontynuowała ona tradycje innej słynnej Maltanki, Roberty Metsoli, która zaledwie dwie dekady temu przemawiała w sali obrad Parlamentu Europejskiego. Chwila, w której polityczka z dość już zamierzchłej przeszłości uroczyście odczytała zapisy preambuły nowego traktatu, stojąc pod gołym niebem przed zabytkowym domem Roberta Schumana we francuskiej Lotaryngii, znakomicie zachowała się na niezliczonej ilości nagrań.
    Profesor Elena Vella nie była osobą ani szczególnie reprezentacyjną, ani charyzmatyczną. Niewysoka, z lekką nadwagą, w swoich wczesnych latach sześćdziesiątych, z zadbaną krótką fryzurą bez śladu farby, była po prostu kimś, kto znalazł się na właściwym miejscu i we właściwym czasie. Przed tym jakże znaczącym momentem pięła się wytrwale przez wiele lat po stopniach kariery w Brukseli, podchodząc sumiennie do swoich obowiązków i nigdy nie plamiąc rąk korupcją. Zanim została przewodniczącą Komisji, pełniła przed dwie kadencje urząd komisarza ds. wewnętrznych i migracji, a w ubiegłej kadencji również wiceprzewodniczącej.
    W tamtym słonecznym, lecz niezbyt gorącym dniu przewodnicząca Vella, ubrana w bladoróżową garsonkę o prostym kroju, uniosła delikatnie cienką książkę w twardej bordowej oprawie, z wytłoczonymi złoconymi literami „Konstytucja dla Europy”, i otworzyła ją na jednej z pierwszych stron. Następnie poprawiła położenie mikrofonu, i wiedząc, iż jest obserwowana przez miliony uważnych oczu obywateli – w tym finalnym momencie jeszcze Unii Europejskiej – zgromadzonych przed ekranami na całym kontynencie, zaczęła czytać w ciszy tego uroczystego popołudnia, przerywanej tylko odgłosami natury:

    PRZYWOŁUJĄC * wspólne dziedzictwo narodów Europy oraz potrzebę ostatecznego przezwyciężenia wrogich podziałów pomiędzy nimi,

    ZATROSKANI o trwały pokój na kontynencie, a także pogłębienie i umocnienie współpracy i przyjaźni pomiędzy naszymi narodami,

    PODKREŚLAJĄC ważność oraz aktualność swobód obywatelskich zawartych w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej,

    PRZYPOMINAJĄC o poszanowaniu etnicznej oraz kulturowej odrębności poszczególnych narodów w myśl dewizy
In varierate concordia,

    ZDECYDOWANI ustanowić wspólne obywatelstwo dla wszystkich mieszkańców Europy, które uzupełnia, lecz nie zastępuje przynależności do własnego narodu,

    ZDECYDOWANI wciąż umacniać swe gospodarki przy uwzględnieniu zasady zrównoważonego rozwoju, i doprowadzić do zapewnienia zbliżonego poziomu życia we wszystkich regionach,

    POTWIERDZAJĄC zamiar utrzymania wspólnej waluty w przypadku dotychczasowych członków strefy euro lub jej szybkiego wprowadzenia w przypadku krajów do niej nie należących,

    PODTRZYMUJĄC wolę zniesienia kontroli na granicach wewnętrznych oraz zapewnienia w pełni swobodnego przepływu osób, towarów i usług,


    POSTANAWIAJĄC wdrożyć wspólną politykę zagraniczną i obroną w celu wspierania bezpieczeństwa, trwałego pokoju, postępu społecznego oraz niezależności Europy od światowych mocarstw,

    ZDECYDOWANI położyć kres historycznym wstrząsom oraz zmierzać wspólnie ku spokojnej i świetlanej przyszłości,

    PRZYPOMINAJĄC o niedoskonałości i przejściowości zapisów tej Konstytucji, które będą w przyszłości rozwijane,

    USTANAWIAMY niniejszym z woli wszystkich uczestniczących narodów powstanie zjednoczonej Federacji Europejskiej (…)




    To właśnie Elena Vella, wybrana przytłaczającą większością głosów w Parlamencie Europejskim, została pierwszym prezydentem Federacji. Sprawowała tę godność przez całe dwie kadencje, a więc dziesięć lat, nigdy nie narażając na szwank swojej znakomitej reputacji. Zwolnione zaś przez nią stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej, nazywanego od tej pory również Pierwszym Komisarzem, zajął jeden z dotychczasowych wiceprzewodniczących, Wolfgang Neumann z Niemiec, wywodzący się z frakcji Renew Europe.
    – Dwa lata później doszło do ostatniego już w dziejach rozszerzenia Wspólnoty o dwa bogate kraje, które bardzo długo pozostawały zdystansowane wobec Brukseli, czyli Szwajcarię i właśnie Norwegię. Nie wypadało przecież, by niemalże w sercu kontynentu pozostawała wciąż biała plama. Norwegia… Jak sądzisz, czy ta nowa Federacja aż tak bardzo potrzebowała naszych ubogim ziem, naszej chłodnej ojczyzny, pokrytej w dużej części górami, fiordami i lodowcami? Otóż Norwegia stała się krajem strategicznym z powodu swojego położenia geograficznego. Na naszym wybrzeżu zostały ukryte dwa z piętnastu generatorów pola o olbrzymiej mocy. Takiego samego zresztą pola, jakie otaczało ten pierwszy statek kosmiczny.
    – Trzecim krajem, który w tym decydującym, właściwie ostatnim możliwym momencie dołączył do Federacji, była Białoruś, która po śmierci dyktatora Łukaszenki szybko się zdemokratyzowała. Co oznaczało, że wszyscy, którzy powinni znaleźć się na pokładzie Statku Europa, już na nim byli.
    – W 2055 roku Komisja pod przewodnictwem premiera Neumanna, któremu udało się utrzymać na tym stanowisku aż przez trzy kadencje, wydała dyrektywę o zmniejszeniu finansowania rozwoju nowych technologii, zaś w dwa lata później powstała Bariera. Projekt potrzebował aż piętnastu identycznych urządzeń, by funkcjonować bez zakłóceń. Uszkodzenie lub wyłączenie z sieci jednego lub nawet dwóch generatorów nie spowoduje wyłączenia Kopuły. Inne elementy przejmą ich pracę, działając z odpowiednio większym obciążeniem. Jest to niezbędny mechanizm bezpieczeństwa, gwarantujący nieprzerwane działanie pola w razie ataku na któryś z generatorów. Zresztą, o jakim ataku mówimy? Nikt z Europejczyków nie byłby na tyle głupi, by ryzykować uszkodzeniem Bariery. Dlatego generatory są właściwie niestrzeżone, a ich lokalizację, choć ta informacja nie jest dostępna publicznie, da się dość łatwo ustalić.
    – Europa, choć teraz już zjednoczona i silna, wciąż borykała się z dziedzictwem kilku wieków rabunkowej eksploatacji planety. Bariera pomogła trochę zahamować kryzys klimatyczny, ale nie cofnęła całkowicie jego skutków. Potężne pole energetyczne w troposferze stabilizowało naturalny dla kontynentu przepływ powietrza z zachodu na wschód, co blokowało dostęp gorącym masom znad Afryki i Azji. Jednocześnie Bariera sama w sobie nie stanowiła przeszkody dla globalnej cyrkulacji atmosferycznej. Dodatkowym bodźcem były konieczne reformy zapoczątkowane przez rząd federalny, takie jak możliwie najpełniejsze odejście od paliw kopalnych i zastąpienie ich energią ze źródeł odnawialnych oraz z reaktorów atomowych, zwrot ku bardziej ekologicznemu rolnictwu czy promocja wegetarianizmu. Żaden kraj już nie buntował się przeciwko zrównoważonemu rozwojowi, który, choć przyniósł przejściowe straty niektórym regionom czy grupom zawodowym, to w dłuższej perspektywie był korzystny dla dobrostanu całego naszego społeczeństwa.
    – Pozostała nierozwiązana kwestia migrantów spoza Europy. Część z nich zdecydowała się wrócić do swoich ojczyzn, wiedząc, że po podniesieniu Bariery nie zdołają się już wydostać. Ci, którzy pozostali, w ciągu kilku pokoleń w pełni zasymilowali się z naszymi narodami. Dlatego wciąż mamy, zwłaszcza w regionach południa, tak wiele osób o karnacji ciemniejszej niż u przeciętnego Europejczyka i nietypowo brzmiących nazwiskach. Lecz nie stanowią oni obecnie problemu czy zagrożenia. Nowi migranci już nie napłynęli i dlatego w Europie musiało urodzić się więcej dzieci, aby wszystkie kluczowe miejsca pracy mogły zostać obsadzone.
    – Zatrzymaliśmy także technologie informatyczne i sztuczną inteligencję, lecz jedynie w postaci narzędzia administrującego złożonymi systemami i usprawniającego żmudne prace, które w przeciwnym wypadku zabierałyby ludziom zbyt wiele czasu. Nie tworzyliśmy kolejnych, coraz to potężniejszych modeli, nie uczłowieczaliśmy naszej AI i nie rozwinęliśmy z nią równorzędnej relacji.
    – Wynika więc z tego wszystkiego, że sami skazaliśmy się na osamotnienie z powodu tej Bariery – wtrąciła Arina, kręcąc z powątpiewaniem głową.
    – O ile pamiętam z historii, nasi przodkowie nie poczuli się więźniami. Większość z nich w pełni zaaprobowała ten nowy element rzeczywistości. Bariera przede wszystkim chroni nas przed światem zewnętrznym i wyklucza konieczność nowego wyścigu zbrojeń.
    – Ale to tak, jakby ci Podróżnicy przeprali im mózgi bez ich zgody…
    – Arino, daj mi skończyć tę opowieść. Wiem, że jest bardzo długa, ale tylko dzięki temu zrozumiesz, co tak naprawdę się wydarzyło. Inwazja Obcych rzeczywiście nastąpiła, tyle że w zupełnie innej formie niż ta, której się spodziewano. Była właśnie „cichą inwazją”. Potężny, stary i mądry duch, suma wszystkiego, czym kiedykolwiek byli mieszkańcy tamtej wyschniętej na wiór, martwej planety, esencja całej ich jaźni, połączył się z ciałami ludzi, zaprowadzając w naszym świecie swój własny porządek, urzeczywistniając własne marzenia o pokoju, harmonii i szczęściu. Zmiany sięgnęły głęboko, nie ograniczając się tylko do sfery polityki i gospodarki. Te makrozmiany wynikały zresztą z mikrozmian, które zaszły w głowie i sercu każdego z Europejczyków. Dokonała się transformacja milionów egoistycznych jednostek, bez oporów zadających ból innym, byleby tylko osiągnąć własne cele, w odważnych, szlachetnych i twórczych ludzi. W kogoś, kim zawsze powinniśmy być, a nie byliśmy przez wzgląd na naszą ułomną ludzką kondycję.
    – Tak wielka zmiana nie mogła przejść bez echa w świecie. Bystrzy ludzie pojęli, że pozorna sielanka Europy jest skutkiem działania pozaziemskiej siły. Rozpoczęły się trwające po dziś dzień ataki, których celem jest ostateczna zagłada Podróżników, zmiecenie przybyszów z gwiazd z powierzchni Ziemi.
    – Ale jakim cudem wydarzenie to pozostało niezauważone dla samych Europejczyków? Nie zachowały się przecież żadne relacje dotyczące „cichej inwazji” ani Podróżników. Nic, żadne materiały, z których moglibyśmy czerpać wiedzę o tych wydarzeniach.
    – Czy sądzisz, że w interesie Podróżników leżało to, by ludzie zaczęli nadmiernie interesować się zachodzącymi zmianami, dogłębnie je analizować i w rezultacie buntować się przeciwko samym sobie? Duch pragnął świata spokojnego i przyjaznego, nie skłóconego na najniższym poziomie jednostkowej jaźni. Nigdy nie kwestionujemy tych zmian w nas samych, innych ludziach i świecie, które zmieniają ten świat na lepsze. Tylko zło jest postrzegane jako zagrożenie. Duch wykorzystał ten prosty fakt, by dopiąć swego. Pamiętaj, że nasi przodkowie mieli do czynienia z absolutną, kolektywną i abstrakcyjną jaźnią, a nie z istotami z krwi i kości. Z czymś wszechpotężnym, z czym ludzki umysł nie może się mierzyć. Uznali, że zmiany wypływają z ich własnego nastawienia oraz zmieniającego się wokół nich otoczenia, nie wikłali się więc w żadne fantastyczne podejrzenia. Duch uprościł ich życie, przyjęli więc z radością tę prostotę.
    – Oczywiście Europa nie stała się rajem na Ziemi, a jej mieszkańcy aniołami w ludzkich skórach. Całe istnienie oparte jest przecież na przeciwieństwach, na dualizmie dobra i zła, światła i ciemności, radości i smutku. Nie może istnieć świat jednobiegunowy w żadnym z tych aspektów, ponieważ byłby on nie do zniesienia. Zmiana polegała więc na tym, że od czasów „cichej inwazji” dobra jest u nas zdecydowanie więcej niż zła.
    – A jak sądzisz, Arino, czemu amerykańska kinematografia jest wyklęta we współczesnej Europie? Czy tylko ze względów kulturowych? Nie, chodzi o zamknięcie pewnego kanału informacji. Nietrudno wywnioskować, że to także jest działanie kolektywnego ducha Podróżników. Nastąpił jednakże przeciek i jak sama widzisz, nie przynosi on niczego dobrego. Amerykanie założyli z pewnością, że pomagają nam wybudzić się z letargu i zrzucić jarzmo niewoli. Tylko co możemy zrobić dziś? Zaatakować Podróżników, zniszczyć ich ostatecznie, zabijając przy okazji własne ciała? Nie, to nie jest żadne rozwiązanie.
    – A może Podróżnicy są wielkim kłamstwem? Nie mamy żadnych dowodów na ich istnienie.
    – Bezpośrednich dowodów rzeczywiście nie mamy, lecz mamy dowody pośrednie. Sama postać dzisiejszej Europy jest dowodem. Ty, ja, inni ludzie są dowodami. Czy naprawdę sądzisz, że tamten skłócony, miotany mrocznymi namiętnościami kontynent sprzed 2048 roku dokonałby o własnych siłach tych wszystkich wielkich dzieł, którymi cieszymy się dzisiaj? Według wszelkich rozsądnych kalkulacji, historia potoczyłaby się zupełnie inaczej bez udziału Podróżników, dlatego nie wolno nam wątpić w ich istnienie. Nie wolno, mimo iż nigdy nie znajdziemy żadnych fizycznych dowodów, żadnych wykopalisk, żadnych zapisów, żadnych form życia. Film mówi prawdę.
    – Ale w takim razie trzeba to rozgłosić, ostrzec ludzi…
    – Przed czym, Arino, przed czym? Co osiągnęlibyśmy, wzbudzając panikę? Chyba tylko chaos i kolejne samobójstwa. Do czego dobrego doprowadziłoby straszenie ludzi Podróżnikami?
    Dotknął lekko dłonią jej czoła, potem piersi.
    – Oni żyją, Arino! Żyją tutaj – i tutaj. Dokonaliśmy z nimi handlu wymiennego. Oni potrzebowali ciepłej, zielonej i jasnej ziemi oraz pięknych i silnych ciał, które mogliby zamieszkiwać. My potrzebowaliśmy pokoju i sprawiedliwości. Nie skrzywdzili nas, lecz uratowali przed losem gorszym od „cichej inwazji”. Przybyli w samą porę.
    Ponownie dotknął jej czoła i piersi.
    – Liczy się tylko to, kim jesteś tutaj – i tutaj. Nic więcej. Poszukiwanie na siłę absolutnej prawdy, docieranie do jakiegoś wyimaginowanego sedna, odzyskiwanie naszego utraconego człowieczeństwa – co utraciliśmy i w imię czego mamy to odzyskiwać? – prowadzi tylko do wielkiego bólu, którego już doświadczyłaś. Nie wierz tym, którzy powiedzą ci, że liczy się jedynie owa prawda, a cała reszta – szczęście, dobro, pokój, miłość, brak cierpienia – to rzeczy nieistotne, a nawet złe, bo narzucone przez „najeźdźcę”. Ważne jest to, kim jesteś, co kochasz, w co wierzysz, czym żyjesz. Nie pozwól sobie tego odebrać. Nie pogrążaj się w otchłani, z której nie powrócisz. Prawdziwe czyste człowieczeństwo, niczym nie skażone, ma być wartością? Powiedz, czy naprawdę chciałabyś powrócić do świata sprzed roku 2048? Chciałabyś w nim żyć?
    Pokręciła powoli głową.
    – Nie – odparła z namysłem. – Nie chciałabym.
    – Trzeba o tym mówić, ale w zupełnie inny sposób. Trzeba uświadomić ludziom cały ogrom dobra, który otrzymaliśmy od Podróżników. Niech znikną ostatnie sekrety, ostatnie bastiony lęku. Niech światło poznania i zrozumienia dotrze tam, gdzie go dotąd brakowało. Będzie to pierwsza sprawa, którą zajmę się, kiedy zostanę europosłem. Trzeba mówić prawdę, ale w sposób łagodny, by prawda pomnażała dobro, nie zaś przysparzała cierpienia.
    Przypomniał sobie o wciąż trzymanej w obu rękach płycie z filmem. Podniósł ją na wysokość oczu i zdecydowanym ruchem przełamał na pół. Odłożył połówki, teraz już całkowicie bezużyteczne, na stół.
    – Tego nie będziemy już potrzebowali. Ani dziś, ani w przyszłości.
    Ujął jej dłonie w swoje i pochylił się w jej stronę z figlarnym błyskiem w oczach.
    – A teraz możemy być ze sobą tak, jak powinniśmy. Jak nie byliśmy ze sobą od dawna. Od zbyt dawna.
    Zaczął ją całować. Oddawała mu pocałunki zachłannie, wolna od wszystkiego co złe, pragnąca tylko kochać. Prawie zdarli z siebie ubrania i rzucili się ze śmiechem na szerokie łóżko.
    Olaf patrzył przez cały czas trwania miłosnego aktu prosto w jej oczy, a ona nie odwracała wzroku, zahipnotyzowana błękitem jego tęczówek. Złączyli się absolutnie, poprzez ekstazę ciał i jedność ducha. Złączyli się w tej jaźni, która wchłonęła ich oboje, przekazując samą siebie z pokolenia na pokolenie poprzez szereg śmiertelnych istot.
    Oni żyją! Myśl eksplodowała jak słońce, rozpłynęła się po ciele spazmem niepojętej rozkoszy. Robię to teraz dla nich, dla Podróżników. Wielbię życie na nasz ludzki, odwieczny i najwspanialszy sposób. Moją miłość do Olafa składam jako hołd na ołtarzu ich wielkości, która pozwoliła im przetrwać pomimo wszelkich przeciwności. Wielkości, która nie wzbraniała się przed wcieleniem w kształt naszej niedoskonałej ziemskiej powłoki.
    Jestem teraz niebiańską istotą w was i dzięki wam, o wspaniali. Duchu, który nie zawahałeś się rozdrobić swej potęgi na małe i bezbronne płomyki, które uświęciły każdego z naszych ojców i każdą z naszych matek, pobłogosław mnie teraz. Robię to dla ciebie, dla was, Podróżnicy. Będę sławić misterium aż po ostatni dzień mojego krótkiego życia, które stanie się nieskończone poprzez wasz dar.
    Oni też oddawali się miłości cielesnej, dopóki jeszcze mieli ciała. A teraz ja robię to za nich i dla nich. Bo jestem Podróżnikiem i jestem Ariną. Jestem tym, kim jestem. Jestem światłem, jestem ogniem, jestem ekstazą. Nic więcej się nie liczy i nie będzie liczyło.
    Na szczycie świata oboje eksplodowali jednocześnie. Objęła go mocno i tak trwali, przytuleni i zmęczeni, sycąc się ciepłem i bliskością. Przed chwilą oboje mówili językiem, który nie był ani polskim, ani norweskim, ani angielskim, ani żadnym innym. Który był ICH językiem, językiem nieskończonego piękna.
    A teraz na powrót stali się Olafem i Ariną, i na przekór wszystkim złym podszeptom pragnęli przeżyć swoje życie najpiękniej i najpełniej, jak tylko było to możliwe.

    * * *

    Wczesnym wieczorem znów wybrali się oboje na spacer. Poszli najpierw nad fiord i pokazała mu miejsce, gdzie odmienił się jej los. Wiatr ucichł, a świat w okolicach Trondheim był chłodny, jasny i cichy. A potem postanowili zajrzeć do tej samej restauracji, w której spędzali czas ubiegłej nocy, do „Gwiazdy morza”. Siedli znów w ogródku, przy tym samym stoliku, trzymając się za ręce i patrząc sobie czule w oczy. Przez długi czas nie odrywali od siebie nawzajem wzroku, zupełnie jak tamta dwójka Włochów (Hiszpanów?), a zewnętrzny świat przestał dla nich istnieć.
    Kapela ludowa z fińskiego regionu Federacji przygrywała cicho w drugim końcu niewielkiej przestrzeni, wydzielonej pod gołym niebem dla klientów lokalu. Muzycy nucili subtelnie swoje pieśni, rzewne i pełne dziwnej tęsknoty północne melodie. Ani Arina, ani Olaf nie znali fińskiego, prędko więc stracili zainteresowanie. Tego wieczora nie istniał dla nich nikt poza nimi dwojgiem.
    Nieziemska prawie jasność i łagodność unosiły się w powietrzu ni to wieczora, ni to nocy. Tutaj, o tej porze roku, jedno stawało się drugim bez wyraźnego momentu przejścia, stapiając się w nieomal wieczny dzień.
    Olaf wydobył z kieszonki w plecaku małe aksamitne pudełko w kształcie serca, otworzył je delikatnie i uniósł w górę wąski złoty pierścionek ze szmaragdowym klejnotem.
    – Arino, zostaniesz moją żoną? – zapytał drżącym głosem.
    – Tak, tak, tak… – szeptała z przejęciem. – Jestem twoja teraz i na zawsze…
    Pierścionek pasował idealnie na środkowy palec jej ręki. Mała błyskotka przypieczętowała w tamtej chwili ich los. Nie było zresztą dla nich innej drogi. Każdy krok uczyniony wspólnie czy osobno od owego pamiętnego dnia w Instytucie wiódł ich ku tej decyzji.
    Powróciła myślami do ich miłosnego aktu, odbytego w tak wielkim zapamiętaniu. Nie wątpiła ani przez chwilę, że w tym całkowitym oddaniu udało jej się począć – na chwałę Podróżników – nowe życie. I tak właśnie jest dobrze, pomyślała z ulgą i szczęściem. Dam życie, bezcenny dar, a jednocześnie sięgnę po te wszystkie inne rzeczy, których pragnę. Jedno nie przeszkodzi drugiemu. Z Olafem u boku nic nie będzie zbyt trudne.
    I tak już miało być. Oni dwoje, ozłoceni miłością i światłem wiecznego dnia, rozkochani w skarbach Północy i Południa, Wschodu i Zachodu, jak król i królowa siedmiu stron świata, słońca i księżyca, wolni od lęku nie bycia sobą, szli razem przez życie. Jak ogień i woda, niebo i piekło, radość i smutek, byli Olafem i Ariną, byli Nieznanym.
    Tej nocy zasypiała bezpieczna w ramionach ukochanego. Nocny koszmar zniknął, na zawsze rozpłynął się w niebycie.


    * Tomasz Panfil „Unia Europejska. Wszystko, co musisz wiedzieć”, Wydawnictwo Podsiedlik-Raniowski i S-ka, Poznań 2003 r.

    * NASA – Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (USA)
    CNSA – Chińska Narodowa Agencja Kosmiczna
    JAXA – Japońska Agencja Badań Kosmicznych
    Roskosmos – Państwowa Korporacja Działań Kosmicznych (Rosja)

    * Tekst powstał w oparciu o preambułę Traktatu z Maastricht z dnia 7 lutego 1992 r.


    c. d. n.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz