poniedziałek, 27 stycznia 2025

Dopisek od autorki nr 1


    Czytając z uwagą ocalałe fragmenty poprzedniej wersji „Wyspy Zagubionych Snów”, doznawałam naprzemiennych odczuć odnośnie tekstu. W wielu momentach miałam wrażenie, że trzymam w dłoniach… hmm, może niekoniecznie arcydzieło, lecz na pewno świetny utwór literacki, do którego poziomu nie zdołam już dorównać. Lecz niedługo potem nie mogłam otrząsnąć się ze zdumienia, że kiedykolwiek napisałam taką szmirę! Do głowy wciskała się nieproszona i dokuczliwa myśl, że miejsce jedynego egzemplarza tej „książki” było właśnie tam, gdzie faktycznie się znalazł – czyli na śmietniku.
    Która z tych myśli jest bliższa rzeczywistości? Na pewno był to utwór nierówny, z nielicznymi świetnymi scenami oraz wieloma wątkami niewystarczająco przemyślanymi, nużącymi lub niepasującymi do zasadniczej koncepcji świata fantasy. Utwór napisany przez bardzo młodą osobę, językiem niekiedy nadmiernie egzaltowanym, z drugiej zaś strony zawierający dialogi, które wydają mi się obecnie banalne, wręcz dziecinne, ze sporą ilością kolokwializmów. Utwór feministyczny miejscami do przesady, praktycznie skierowany przeciwko mężczyznom. W postaci Javana – oraz częściowo Almarana – skupiłam te wszystkie cechy, które uważałam za najgorsze w męskim rodzie: brutalność, agresję, poleganie na sile fizycznej, cynizm i pogardę wobec kobiet, potrzebę posiadania i kontrolowania, żądzę seksualną, nieuznawanie sprzeciwu. Na szczęście wprowadziłam korzystną przeciwwagę dzięki kilku innym męskim charakterom, których cechy nie były aż tak karykaturalnie przerysowane, jednak nie da się ukryć, że na Wyspie Zagubionych Snów to kobiety grają pierwsze skrzypce.

Rozdział 2 - Wieża tytanki


    Konstelacje jawiły jej się w drodze jako barwne wstęgi świateł. Planet i mniejszych obiektów w ogóle nie dostrzegała, całkowicie skupiona na utrzymaniu prędkości i właściwego kierunku.
    Z początku zdawało się, że cała podróż przebiegnie bez najmniejszych zakłóceń. Crystal była bardzo podekscytowana swoim szalonym przedsięwzięciem i pełna mocy jak jeszcze nigdy dotąd, a także radosnej nadziei na coś bliżej nieokreślonego. Lecz niespodziewanie sytuacja zaczęła się komplikować. Pokonała już więcej niż połowę odległości, gdy poczuła, że słabnie z każdym momentem. Chyba przeszacowała na Velis swoje możliwości, a teraz w popłochu zdała sobie sprawę, że nie posiada jeszcze siły i umiejętności dorosłej, doświadczonej w międzygwiezdnych eskapadach elfki.
    Wreszcie stało się dla niej jasne, że nie zdoła kontynuować tej podróży i lada chwila rozpryśnie się pomarańczowożółtymi iskrami na wszystkie strony tej przerażającej pustki. Jedynym ratunkiem było szybkie znalezienie planety z atmosferą nadającą się do oddychania i odpoczynek na jej powierzchni. Lecz w tym celu musiałaby znacznie wytracić prędkość, co również wymagało dużego wysiłku. Nie wiedziała też, czy odnalazłaby potem gwiazdozbiór Łabędzia i samą Atmę na niebie obcego świata. Bardzo nie chciała zabłądzić w tych niezmierzonych otchłaniach, dlatego wolała nie zmieniać kierunku. Zaszlochała bezgłośnie z bezsilności i desperacji.
    Nagle poczuła, że jakaś ogromna moc sięga ku niej i podtrzymuje ją z niewypowiedzianą delikatnością. Crystal przestała więc walczyć i zdała się całkowicie na tę nieznaną siłę. Jej towarzystwo i wypływające z tego źródła poczucie tak wielkiego bezpieczeństwa, jakiego nie doświadczyła jeszcze nigdy w swoim krótkim życiu, niezmiernie zdumiało Crystal, ale też napełniło dziwnie słodką rozkoszą.
    Przypomniała sobie nagle słowa matki.
    Esmeralda nie jest zła. Interweniuje tam, gdzie bez jej pomocy na pewno zdarzyłoby się nieszczęście.
    Czyżby więc..? Czy to ona teraz…? Crystal bała się pociągnąć dalej tę myśl, tak duże byłoby jej rozczarowanie, gdyby okazało się, że jednak nie miała racji.
    Nie wiedziała, jak długo obca moc unosiła ją w przestworzach, zanim odzyskała siły do tego stopnia, by nie potrzebować wsparcia. Wtedy poczuła, że pokrzepiająca obecność powoli się wycofuje, a następne zupełnie znika. Najwyraźniej tytanka, jeśli to rzeczywiście była ona, nie chciała zniewalać młodej elfki.
    Miała za to świadomość, że jest już niemal u kresu podróży, skupiła się więc na zmniejszeniu prędkości do takiego poziomu, który pozwoli jej nie minąć celu i bezpieczne wejść w jego atmosferę. Tuż przed nią było olbrzymie, czerwonopomarańczowe, rozżarzone do granic możliwości słońce, które jej lud nazywał Atmą, i jego układ planetarny. Dziewięć różnorodnych światów. Okrążyła najpierw trzecią planetę od słońca, lecz był to skalisty, bardzo gorący i z całą pewnością nie zamieszkany glob.
    Czyli czwarta. Świat, który jawił się jej wyostrzonemu wzrokowi, składał się cały z błękitu oceanów i zieloności lądów, który to kolor roślinności był dla Crystal niezwykły. Gdzieniegdzie widziała rozległą piaszczystą pustynię lub łańcuch groźnych gór, a na obu biegunach lodowe pokrywy. Planeta ta była spowita mieszaniną gazów o składzie idealnym dla ludzkiego ciała i w wielu miejscach przykryta warstwą chmur.
    A więc to był właśnie Enem.



niedziela, 26 stycznia 2025

Rozdział 1 - Crystal opuszcza dom


    Dziewięć lat wcześniej, na planecie Velis…


    Jak wspaniale było brnąć tak przed siebie poprzez łan wysokich pomarańczowych traw, poprzez ten kobierzec cudownie miękki i uginający się pod każdym jej stąpnięciem. Brnąć, potem znów biegnąć, zatrzymywać się, chwytać oddech i na powrót sunąć powoli naprzód, aż do nieosiągalnego krańca rozległej łąki. Śpiewać głośno i milknąć, wsłuchując się w szum tego jaskrawego morza i odgłosy licznego łąkowego ptactwa.
    – Crystal! Poczekaj! – dobiegło ją wołanie matki, podążającej wytrwale za dziewczynką i niosącej koszyk pełen dorodnych owoców.
    Drobna brązowowłosa dziewczynka przystanęła i nie ruszyła się z miejsca, aż Elina zrównała się z nią i czule, lecz krótko pogłaskała córkę po ramieniu. Potem sięgnęła do wnętrza kosza, wyplecionego z trzciny zebranej nad pobliskim jeziorem, i podała Crystal jeden złocisty owoc nirando.
    – Masz, zjedz to. Od rana nie tknęłaś niczego do jedzenia. Co się z tobą dzieje, Crystal? Dlaczego wciąż mi uciekasz i pędzisz nie wiadomo dokąd?
    Dziewczynka nie odpowiedziała. Pozornie zajęła się jedzeniem i zdawała się nie zwracać uwagi nawet na ściekający po jej brodzie bladożółty sok. W rzeczywistości jednak nie wiedziała, jak miałaby mówić z Eliną o tych dziwnych, niepojętych nawet dla niej samej tęsknotach, które od niedawna rodziły się w jej sercu.
    Teraz szły już razem, matka w różowej sukni, a dziewczynka w pomarańczowej, trawiastej. Stroje nie przykrywały zbyt wiele, pozostawiając odsłonięte kolana i całe ramiona. Dodatkowo elfki podkreślały smukłość talii, przewiązując sukienkę szerokim pasem z tego samego materiału. I tylko tyle, ta rasa nie znała wierzchnich ubrań ani żadnego obuwia. Wprawdzie esencja gwiezdnych elfów była stworzona z samej tylko energii światła, ale jednak trzeba było czymś choć trochę okryć tę wstydliwą, materialną, ludzką powłokę...

Prolog do książki


    Crystal stała w promieniach wschodzącego słońca na samym skraju stromego urwiska. W dole wzburzone morze hałaśliwie kipiało, kotłowało się i raz po raz uderzało falami z rykiem w skaliste ściany, a za jej plecami wiatr poświstywał w koronach wyrośniętych brzóz.
    Dzień na tym malowniczym wybrzeżu budził się szybko, słońce śmiało wychylało się spoza pierzyny różowiejących obłoków i oddzielona wąskim pasem wody wyspa była już widoczna w całej swej krasie, wraz z niedostępną górą i samą wieżą. A tam, może w sali tronowej, a może nawet na jej tarasie...
    Mocny podmuch wiatru rozwiał ciemne włosy dziewczyny, a przejrzysta szata zafurkotała wokół ud i na chwilę przylgnęła ściśle do jej szczupłego, lecz kształtnego ciała. Łzy wciąż płynęły z oczu elfki. Skórzany worek ze swoją kolekcją figurek rzuciła kilka metrów dalej. Kolejny ostry przypływ bólu spowodował, że Crystal osunęła się na kolana i niemal zgięła w pół. W tym uczuciu była zarówno złość, strach, niedowierzanie i bunt, ale przede wszystkim bezgraniczna rozpacz.
    ⎼ Nie, nie, nie… Nie rób mi tego, Esmeraldo… ⎼ szepnęła, jakby to mogło cokolwiek zmienić.
    Powróciła we wspomnieniach do sceny, którą ujrzała tak niedawno w wieży. Zanim stamtąd odleciała… Esmeralda, jej piękna tytanka, którą Crystal od dawna już posiadała na własność, jedyna tak cudowna istota w całym nieskończonym wszechświecie. I ta druga, tamta mała dziewczynka. Ktoś, kogo Crystal spotkała na równinach Velis. Dziecko, któremu ona sama opowiedziała parę tygodni temu o Esmeraldzie.
    Jak Esmeralda mogła tak szybko o niej zapomnieć? Tak natychmiast odmienić serce? Najwidoczniej Crystal za prędko dorosła, a tytanka potrzebowała świeżej krwi, chciała następnej naiwnej, młodziutkiej elfki. Powinna ostrzec Requitę, jeśli jeszcze nie jest za późno. Niech mała natychmiast ucieka jak najdalej stąd. Ale jeśli dziewczynka ma już naszyjnik tytanki, to nie posłucha nikogo i jest zgubiona tak samo jak nieszczęsna Crystal.

wtorek, 21 stycznia 2025

„Modlitwa o natchnienie” - wiersz w charakterze inwokacji



                                            Modlitwa o natchnienie


                                            Dawniej postaci z moich książek
                                            Przychodziły do mnie
                                            Opowiadały swoje historie
                                            Wcale ich nie wymyślałam
                                            Ja tylko przedstawiałam je światu
                                            To wszystko działo się w mojej głowie

                                            Dziś panuje w niej pustka i cisza
                                            Nikt już niczego mi nie opowiada
                                            Wszystko się zmieniło
                                            Złodzieje marzeń obeszli się ze mną
                                            Bez litości

                                            Przyjdźcie znów do mnie przyjaciele
                                            Ukochani bohaterowie moich książek
                                            Przywołuję was całym sercem
                                            Włóżcie mi do głowy swoje opowieści
                                            Żebym mogła w magii słowa pisanego
                                            Wydobyć je na zewnątrz



                                              Wiersz ten pojawi się w książce 
                                             zaraz po Słowie wstępnym


Słowo wstępne do „Wyspy Zagubionych Snów”


    Ponowne pisanie „Wyspy Zagubionych Snów” będzie dla mnie jak spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem, lub nawet więcej, będzie jak zwrot ku dawnej sobie. Czeka mnie wymagająca podróż na wstecznym biegu, której rezultatu nie jestem w stanie przewidzieć. Nie wiem jeszcze, czy będę potrafiła w aktualnym momencie życia pisać moją opowieść z takim samym zaangażowaniem i pasją, czy zdołam włożyć w nią tak ogromną dawkę emocji, jaką przed laty wykrzesała z siebie młoda dziewczyna, pełna wiary w swoją literacką misję i we własne umiejętności w tej dziedzinie. Przeżyte traumy oraz rozczarowujące odkrycia na temat literatury, świata i mnie samej zrobiły niestety swoje. Pomimo to chcę spróbować, chcę po raz kolejny zawalczyć o siebie jako pisarkę, a także dać tej historii drugie życie.

    Wcześniejsza wersja książki składała się z dwóch części. Pierwszą, krótszą, ukazującą wydarzenia przede wszystkim oczami Crystal, napisałam w wieku zaledwie dwudziestu lat jako opowiadanie, nie powieść. Część drugą, bardziej rozbudowaną, w której role głównych bohaterek przejęły Ajana oraz jej rówieśnica Requita, niegdysiejsza rywalka Crystal, napisałam w końcówce studiów. Jednak to Crystal na zawsze pozostała mi najbliższa. Jest moim brązowowłosym alter ego, posiada też wielką wrażliwość oraz intensywność uczuć, którymi nie zostały obdarzone jej młodsze koleżanki. W aktualnej wersji ten podział na dwie odrębne części nie jest już tak ostry.

Parę słów od Vanelii


    Witajcie kochani Czytelnicy 😇

    Zapraszam Was na nową stronę poświęconą mojej aktualnej twórczości literackiej oraz pisarskim planom na przyszłość. W odróżnieniu od poprzedniej strony, nie będą pojawiały się na niej recenzje książek, nie będę także prezentować publikacji autorów, z którymi współpracuję, lub już zakończyłam współpracę, w ramach Projektu Inspiracje. Będziecie mogli zapoznać się wyłącznie z moją, czyli Vanelii Ksantos, twórczością 😉

    Skąd taka decyzja? Otóż zainteresowanie wpisami dotyczącymi książek innych autorów, tych popularnych, a także tych mniej znanych, w żadnym stopniu nie przekładało się na zainteresowanie pozostałymi wpisami na blogu, w szczególności tymi zawierającymi opowiadania oraz fragmenty powieści mojego autorstwa. Wpisy przyciągały więc głównie samych autorów oraz ich bliskich i znajomych, i na tym odkrywanie zawartości mojej strony zazwyczaj się kończyło. Tym razem nie chcę więc tak bardzo rozmieniać się na drobne i łapać przysłowiowych dziesięć srok za ogon. Skupię się jedynie na sobie, jak porządna narcystyczna osobowość naszych czasów 😁 A tak naprawdę nie tyle na sobie, ile na powieściach i innych utworach wychodzących spod moich palców. 

    Moja nowa strona nie będzie także polecana w mediach społecznościowych, co najwyżej w wiadomościach prywatnych. Nie chcę, by była widziana jedynie jako „coś w Internecie. Nie chcę podlegać prawom rządzącym rzeczywistością wirtualną, kreującym specyficzne zachowania i stosunki pomiędzy ludźmi, operującym nawet własną orwellowską nowomową, opartą w dużej mierze na zapożyczeniach z języka angielskiego. Internet bardzo mnie w ostatnich latach rozczarował. Owszem, wciąż jestem internautką, lecz wcale nie chcę nią być. Traktuję to „miejsce‟ nie tyle jako oczywisty wybór, lecz jako niedostatek innych pisarskich i wydawniczych możliwości w świecie offline. Blog jest dla mnie jak prywatny magazyn literacki. Na wydawanie takiego papierowego i jego dystrybucję do salonów prasowych potrzebowałabym wielkich nakładów finansowych, których zwyczajnie nie posiadam. Próbowałam już wydawać magazyn literacki online, niestety bez oparcia w druku zwyczajnie mija się to z celem.  

    Na początek proponuję zapoznanie się ze Słowem wstępnym, a następnie kolejnymi rozdziałami powieści o tytule „Wyspa Zagubionych Snów‟, którą aktualnie piszę. Będzie ona ukończona najpóźniej do końca 2025 r., o ile coś lub ktoś znów mi w tym nie przeszkodzi. Na pewno ukaże się drukiem, z zewnętrznym wydawcą lub bez niego. W chwili obecnej planuję niewielkie luksusowe wydanie w twardej oprawie z kolorowymi ilustracjami i nieco większy nakład w miękkiej oprawie i z ilustracjami czarno-białymi. Będziecie więc mieli Państwo w czym wybierać. Papierowa książka na pewno będzie stanowiła piękną pamiątkę dla wiernych Czytelników, nawet jeśli już wcześniej zdążycie przeczytać ją w całości z ekranu.

    Miłej lektury 💖