„Eryk‟ to ogólnie dziewiąta pozycja z cyklu Świat Dysku autorstwa Terry'ego Pratchetta oraz czwarta w podcyklu o nieudolnym magu Rincewindzie. Jest to jedna z najmniejszych objętościowo książek z tej serii, licząca zaledwie 114 stron w polskim wydaniu, a więc dla czytelników dysponujących sporą ilością wolnego czasu, pozycja do przeczytania w jeden wieczór.
Książka ta ma „Fausta‟ w angielskim podtytule, a więc jest nawiązaniem do słynnego dzieła J. W. von Goethego. Zapoznałam się z nim jako licealistka, potem zaś nie odświeżałam swojej wiedzy na ten temat, można więc zgadywać, że niewiele z niego pamiętam. W każdym razie u Pratchetta mamy nie dorosłego alchemika, ale zaledwie czternastoletniego demonologa o imieniu Eryk, który próbuje wywołać złego ducha, aby spełnił trzy dość naiwne życzenia chłopaka. Zamiast porządnego demona w magicznym kręgu pojawia się nieszczęsny Rincewind, który w finale tomu pt. „Czarodzicielstwo‟ – jak wierni czytelnicy cyklu z pewnością – pamiętają trafia do Piekielnych Wymiarów i nie udaje mu się z nich wydostać, a następnie jego nieodłączny Bagaż. Najbardziej pechowy mag Świata Dysku zostaje więc wmanewrowany w kolejną serię ryzykownych i chwilami dość zabawnych przygód.