czwartek, 9 lipca 2026

The Silent Invasion. Chapter 1 - The mysterious guests (English version) cont'd 2

 


   CHAPTER 1

   THE MYSTERIOUS GUESTS



    Continued... 


    She almost ran along the rocky shore of the fjord, then through the city streets, pausing every now and then to catch her breath. She unlocked the door with her key and, taking two steps at a time, rushed up the stairs.
    Olaf was in his room. He stood motionless, lost in thought, his right hand resting on the computer monitor. At the creak of the doorknob, he startled violently, turned around, and looked at her with slightly clouded eyes.
    Without a moment’s hesitation, Arina lunged toward him and wrapped her arms around his neck. She had to stand on her toes to do so, as the Norwegian was much taller than her. She pressed herself against him tightly, with all her strength.
    “I missed you so much, Olaf!”
    “But why did you miss me?” he replied, bewildered. “We only saw each other last night.”
    She laughed, and it was a pure, joyful laugh. There was not a trace of her recent tension left in her voice. Oh, that Olaf! He would never change, not even for her, and she wouldn’t try to force him anymore.
    She let go of him and sat down on the bed.
    “Listen, Olaf,” she began. “I’ve been on a long journey. Not in the physical sense, though I did take a long walk by the sea today, but that’s not the point. For the past few months, I’ve felt like I was in another dimension, but now it’s all over. There’s something I want to tell you.”
    “No, I want to tell you something first,” he interrupted. He went to the computer and took a disc from the drive. Arina didn’t even need to look at the title to know which movie it was.
    “Yes, I did it,” he continued. “I really wanted to understand you. To know what you think, what you feel when you hear those words, when you see those images. This movie drove us apart, so I thought: why couldn’t the same thing bring us back together?”
    “And...?”
    “You see... none of it really matters.”
    “So you also think I’m crazy for believing in these lies?”
    “I didn’t say they were lies or that you’re crazy. I only said it doesn’t matter.”
    “How am I supposed to understand that?”

środa, 8 lipca 2026

Cicha inwazja. Rozdział 1 - Tajemniczy goście (polska wersja) c.d. 2

 


  ROZDZIAŁ 1

  TAJEMNICZY GOŚCIE




    c. d.



    Niemal biegła po kamienistym wybrzeżu fiordu, a potem ulicami miasta, przystając co jakiś czas dla złapania oddechu. Otworzyła drzwi swoim kluczem, i przeskakując po dwa stopnie naraz, wspięła się na piętro domu.
    Olaf był w swoim pokoju. Stał bez ruchu, pogrążony w zadumie, trzymając prawą dłoń na monitorze komputera. Na dźwięk skrzypiącej klamki drgnął silnie, odwrócił się i spojrzał na dziewczynę lekko zamglonym wzrokiem.
    Arina, nie wahając się już ani sekundy, rzuciła się w jego kierunku i objęła go ramionami za szyję. Musiała wspiąć się w tym celu na palce, bo Norweg był od niej sporo wyższy. Przywarła do niego mocno, z całej siły.
    – Tak bardzo za tobą tęskniłam, Olafie!
    – Ale dlaczego tęskniłaś? – odparł ze zdziwieniem. – Przecież widzieliśmy się ledwie dziś w nocy.
    Roześmiała się, a był to śmiech czysty i radosny. W jej głosie nie pozostał nawet ślad niedawnego napięcia. Ach, ten Olaf! On nigdy się nie zmieni, nawet dla niej, a ona nawet nie będzie już więcej próbowała czegokolwiek na nim wymusić.
    Puściła go i siadła na łóżku.
    – Posłuchaj, Olafie – zaczęła. – Mam za sobą długą podróż. Nie w znaczeniu fizycznym, choć zrobiłam sobie dziś spacer nad morze, ale nie to jest najważniejsze. Przez ostatnie kilka miesięcy przebywałam jakby w innym wymiarze, ale to wszystko już minęło. Chciałabym ci teraz coś powiedzieć.
    – Nie, to ja chciałbym ci coś powiedzieć – przerwał. Podszedł do komputera i wyjął z napędu krążek. Arina nie musiała nawet spoglądać na tytuł, by wiedzieć, jaki to film.
    – Tak, zrobiłem to – podjął. – Bardzo chciałem cię zrozumieć. Wiedzieć, co myślisz, co czujesz, gdy słyszysz te słowa, gdy widzisz te obrazy. Ten film oddalił nas od siebie, więc pomyślałem: czemu ta sama rzecz nie miałaby nas zbliżyć?
    – I...?
    – Widzisz… to wszystko nie ma tak naprawdę znaczenia.
    – A więc ty także sądzisz, że jestem wariatką, bo wierzę w te kłamstwa?
    – Nie powiedziałem, że to są kłamstwa i że jesteś wariatką. Powiedziałem tylko, że to nie ma znaczenia.
    – Jak mam to rozumieć?

środa, 1 lipca 2026

The Silent Invasion. Chapter 1 - The mysterious guests (English version) cont'd




   CHAPTER 1

   THE MYSTERIOUS GUESTS



    Continued... 


    Until Gdańsk, Arina had the sleeping compartment all to herself. It was only there that a woman, a German, joined her. Tall, elegant, dressed in a well-tailored suit and neat heels, she intimidated her Slavic travel companion from the very start with her composure and unshakable calm, rivaling the steadfastness of Alpine peaks.
    Guten Abend,” she said in a matter-of-fact tone, then sharply and firmly shook the girl’s hand.
    Night spread its protective wings over the world, and with it, silence descended upon the earth, broken only by the chirping of crickets and the distant barking of dogs. A gentle June breeze slipped through the slightly open window into the compartment. Both women changed into their nightclothes, careful not to look at each other.
    Yet Arina wouldn’t be herself if she hadn’t seized the perfect opportunity to practice her neglected German. Overcoming her initial embarrassment, she chatted with the German woman for a while that night. The woman introduced herself as Gertrud Blumenkohl and worked as a judge in Hamburg. As Arina had correctly assumed from their first encounter, she was about ten years older than the Pole. All in all, she was a wealthy woman with a well-established professional position, moving in influential circles.
    That night, Gertrud was heading to Göteborg to meet a cousin she hadn’t seen in years. The German woman was somewhat surprised to learn that this young and petite girl was traveling alone, at night, all the way from Warszawa Centralna station to Trondheim, Norway, and that the purpose of this journey was a certain young man. When asked how her parents felt about this, Arina only shrugged.

Cicha inwazja. Rozdział 1 - Tajemniczy goście (polska wersja) c.d.



  ROZDZIAŁ 1

  TAJEMNICZY GOŚCIE




    c. d.


    Aż do Gdańska miała przedział sypialny tylko dla siebie. Tam dopiero dosiadła się do niej kobieta, Niemka. Wysoka, elegancka, ubrana w dobrze skrojony kostium i zgrabne czółenka, już na samym wstępie znajomości onieśmieliła słowiańską towarzyszkę podróży swoim opanowaniem i niewzruszonym spokojem, mogącym iść w zawody z alpejskimi szczytami.
    Guten Abend – rzuciła rzeczowym tonem, po czym krótko i mocno uścisnęła dłoń dziewczyny.
    Noc rozciągnęła nad światem opiekuńcze skrzydła, a wraz z nocą spłynęła na ziemię cisza, przerywana jedynie graniem świerszczy i odległym naszczekiwaniem psów. Przez uchylone okno wciskało się do wnętrza przedziału łagodne czerwcowe powietrze. Obie kobiety przebrały się obie do snu, starając się nie patrzeć na siebie nawzajem.
    A jednak Arina nie byłaby sobą, gdyby nie wykorzystała świetnej okazji, by szlifować swój zaniedbany ostatnimi czasy niemiecki. Pokonując początkowe zakłopotanie, porozmawiała sobie trochę z Niemką tej nocy. Tamta nazywała się Gertruda Blumenkohl i pracowała w Hamburgu jako sędzina. Jak słusznie założyła Arina już przy wstępnym oszacowaniu, była starsza od Polki o jakieś dziesięć lat. Ogólnie rzecz biorąc, była kobietą majętną o już ugruntowanej pozycji zawodowej, obracającą się w kręgu wpływowych ludzi.
 
Tej nocy Gertruda wybierała się do Göteborga, by spotkać się z niewidzianą od kilku lat kuzynką. Niemka zdumiała się nieco, dowiedziawszy się, że ta młodziutka i drobna dziewczyna podróżuje samotnie, nocą, od stacji Warszawa Centralna aż do norweskiego Trondheim, zaś celem tej podróży jest pewien młodzieniec. Na pytanie, jak na tę historię zapatrują się jej rodzice, Arina tylko wzruszyła ramionami.

sobota, 27 czerwca 2026

The Silent Invasion. Chapter 1 - The mysterious guests (English version)



                    I sit beside the fire and think –
                    Of how the world will be,
                    When winter comes without a spring –
                    That I shall ever see. (…)

                    I sit beside the fire and think
                    Of people long ago –
                    And people who will see a world,
                    That I shall never know.


                    J. R. R. Tolkien: The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring







   CHAPTER 1

   THE MYSTERIOUS GUESTS




    The earth beneath my feet begins to tremble – first gently, then with violent force. A purple streak of light slashes mercilesly through the perfect black of the sky. A scream of despair tears from my throat. I collapse to my knees. Lightning blooms one after another, like blood-red roses in the darkness of the night – the terrible night of doom.
    The ground spilts open; monstrous jaws gape just besides my knees. I scramble away. There is no escape from the world’s torment, from this unfathomable agony. The tremors do not cease. I see no other people. I see nothing at all. More projectiles whistle ominously, pressing against the Barrier. Amid the defeating clamor of the enraged barrage, among the groans of shattering rock, my scream grows thinner and thinner. And then – there is no scream left. There is no me.
    Today, our enemies will win. The Shield no longer protect us. A crack, small at first, spreads rapidly. The armor of our world buckles under the hail of bombs they’ve rained upon us for decades. Deadly shards slice through stone like butter. This is the end. They’ve broken through. After so many futile attemps, they’ve finally done it.
    And then, at last, the Barrier shatters above my head like a glass ceiling…


    “Noooo!!!”
    The moonless night pressed down with its velvety weight, a nightmarish dread squeezing her heart in a vise of fear. Arina sat up in bed, trembling like a leaf. She pulled her knees to her chest, wrapping her arms tightly around her thin shins. With the back of her hand, she wiped away tears of helplessness from her cheeks. The same dream again – always identical, always equally terrifying. Night after night, she dreamed of annihilation and woke up screaming, clinging to the faint hope that her parents, asleep downstairs, hadn’t heard her cries.

Cicha inwazja. Rozdział 1 - Tajemniczy goście (polska wersja)

 


                              Siedzę przy ogniu i dumam –
                            Czy też tu będzie inaczej,
                            Gdy zima przyjdzie bez wiosny –
                            I czy to kiedy zobaczę. (…)

                            Siedzę przy ogniu i dumam
                            O dawnych i przyszłych ludach –
                            I wiem – świat nowy zobaczą,
                            A mnie się to już nie uda.



                            J.R.R.Tolkien „Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia”
                            w przekładzie Włodzimierza Lewika






   ROZDZIAŁ 1

   TAJEMNICZY GOŚCIE



    Ziemia pod moimi stopami zaczyna drżeć, najpierw łagodnie, potem mocniej. Purpurowa świetlista wstęga tnie bezlitośnie idealną czerń nieba. Krzyk rozpaczy wyrywa się z gardła. Osuwam się na kolana. Błyskawice jedna po drugiej wykwitają niczym krwawe róże w mrokach nocy, tej strasznej nocy zagłady.
    Ziemia pęka, potworne usta otwierają się tuż obok moich kolan. Przetaczam się dalej. Nie ma ucieczki od męki świata, od tej niepojętej agonii. Wstrząsy nie ustają. Nie widzę innych ludzi, niczego już nie widzę. Świszczą złowrogo kolejne pociski, napierają na Barierę. W ogłuszającym jazgocie wściekłej kanonady, pośród jęków kruszonych skał, mój krzyk staje się coraz cieńszy. A potem nie ma już mojego krzyku, nie ma mnie.
    Dziś nasi wrogowie zwyciężą. Tarcza już nas nie chroni. Rysa, z początku niewielka, rozrasta się prędko. Pancerz naszego świata ugina się pod gradem bomb, którymi tamci zasypują nas od dziesięcioleci. Gdzieś w górze rozlega się potężniejsze od innych trzeszczenie. Śmiercionośne odłamki tną skały jak masło. To już koniec. Oni się przedarli. Po tylu bezowocnych próbach wreszcie im się to udało.

    I wreszcie Bariera rozpryskuje się nad moją głową niczym szklany sufit…

    – Nieeee!!!!
    Bezksiężycowa noc przytłaczała swym aksamitnym ciężarem, senny koszmar ściskał serce obręczą strachu. Arina siadła na łóżku, drżąc cała jak osika. Kolana podciągnęła pod brodę, ciasno oplotła ramionami chude łydki. Wierzchem dłoni otarła z policzków łzy bezsilności. Znów ten sen, zawsze taki sam, zawsze tak samo przerażający. Raz po raz śniła zagładę i budziła się z krzykiem, żywiąc nieśmiałą nadzieję, że śpiący na dole rodzice nie usłyszeli jej wrzasków.

poniedziałek, 3 listopada 2025

Recenzja książki „Carpe Jugulum‟ Terry'ego Pratchetta


    „Carpe Jugulum” to szósta i ostatnia część cyklu o Czarownicach z Lancre, nie licząc tomów o przygodach młodej wiedźmy Tiffany Obolałej. Król Verence zaprasza na uroczystość nadania imienia swojej pierworodnej córce nie tylko obywateli królestwa, ale – w imię pójścia z postępem – również wpływową rodzinę wampirów z pobliskiego Überwaldu. Wampiry wydają się początkowo przyjaźnie nastawione i bardzo nowoczesne jak na swoją rasę, jednak dość szybko ujawniają się ich prawdziwe intencje, a są nimi przejęcie władzy nad królestwem Lancre oraz zapewnienie sobie ciągłych dostaw świeżej krwi. Na drodze stają im oczywiście dobrze już znane Czytelnikowi cztery miejscowe czarownice, jeśli liczyć królową Magrat, która praktycznie wycofała się po ślubie z tej profesji, małe, lecz bardzo groźne niebieskie ludziki nazywające siebie Nac Mac Feegle oraz samotny omniański kapłan Wielce Oates, stale pełen wątpliwości co do własnej wiary.


sobota, 30 sierpnia 2025

Recenzja książki „Eryk‟ Terry'ego Pratchetta


    „Eryk‟ to ogólnie dziewiąta pozycja z cyklu Świat Dysku autorstwa Terry'ego Pratchetta oraz czwarta w podcyklu o nieudolnym magu Rincewindzie. Jest to jedna z najmniejszych objętościowo książek z tej serii, licząca zaledwie 114 stron w polskim wydaniu, a więc dla czytelników dysponujących sporą ilością wolnego czasu, pozycja do przeczytania w jeden wieczór.

    Książka ta ma „Fausta‟ w angielskim podtytule, a więc jest nawiązaniem do słynnego dzieła J. W. von Goethego. Zapoznałam się z nim jako licealistka, potem zaś nie odświeżałam swojej wiedzy na ten temat, można więc zgadywać, że niewiele z niego pamiętam. W każdym razie u Pratchetta mamy nie dorosłego alchemika, ale zaledwie czternastoletniego demonologa o imieniu Eryk, który próbuje wywołać złego ducha, aby spełnił trzy dość naiwne życzenia chłopaka. Zamiast porządnego demona w magicznym kręgu pojawia się nieszczęsny Rincewind, który w finale tomu pt. „Czarodzicielstwo‟  jak wierni czytelnicy cyklu z pewnością – pamiętają trafia do Piekielnych Wymiarów i nie udaje mu się z nich wydostać, a następnie jego nieodłączny Bagaż. Najbardziej pechowy mag Świata Dysku zostaje więc wmanewrowany w kolejną serię ryzykownych i chwilami dość zabawnych przygód.

poniedziałek, 25 sierpnia 2025

Recenzja książki „Toksyczna duchowość‟ Bernardo Stamateasa


    Z jednej strony, pomimo częstej krytyki Kościoła katolickiego oraz jego doktryny, a nawet treści zawartych w Biblii, wiara wciąż nie jest mi obojętna. Nie godzę się na tę wersję rzeczywistości, w której śmierć kończy wszystko. Pragnę kontynuacji życia w jakimś innym wymiarze, chociażby po to, by w tym podobno doskonałym świecie zrealizować wreszcie wszelkie zamierzenia nieosiągalne tu i teraz. Z drugiej jednak strony, religia zadała mi już wiele ran, niekoniecznie takich spektakularnych, które stają się skandalami w mediach, ale zwyczajnych, codziennych, systematycznie pogarszających stan mojej psychiki oraz jakość życia, i odbierających krok po kroku radość z niego. Dlatego zwracam uwagę na pozycje książkowe poruszające tego rodzaju tematykę, w celu zrozumienia mechanizmów kierujących systemami religijnymi, a także z nieśmiałą nadzieją, że zawarte w książce tezy pomogą mi się uleczyć, a następnie żyć pełniej i szczęśliwiej niż do tej pory.    

    Czy „Toksyczna duchowość” Bernardo Stamateasa spełniła te oczekiwania? Otóż nie do końca, a może nawet w żadnym stopniu nie wypełniła swojej cichej „obietnicy”. Zaraz wytłumaczę, dlaczego tak się stało. Autor pochodzi z Argentyny i jest z wykształcenia psychologiem oraz seksuologiem. Nie ma więc zbyt wiele wspólnego z religią. Jego podejście do tematyki przedstawionej w książce jest czysto psychologiczne, można nawet powiedzieć, że bardzo nowoczesne i liberalne, na poziomie przekazu „bądź sobą, wierz przede wszystkim w siebie i kochaj siebie, a innymi nie za bardzo się przejmuj”, czyli wszechobecny narcyzm XXI wieku. Słowo „wiara” co chwila pojawiające się w publikacji, można by więc spokojnie zastąpić określeniami „podejście do życia” czy „filozofia życia”, i książka nic by na tym nie straciła, a raczej zyskała. Ponieważ zawarte w niej wnioski nie mają wiele wspólnego z tradycyjnie pojętą religią i moralnością chrześcijańską, a chwilami są wręcz jej przeciwieństwem. Nawet jeśli dość często pojawiają się w niej odniesienia do Boga czy Chrystusa, włącznie z cytatami z Pisma Świętego.

niedziela, 17 sierpnia 2025

Recenzja „Dzienników gwiazdowych‟ Stanisława Lema


    Dzieło, z którym postanowiłam tym razem się zmierzyć, jest naprawdę wielkie i tak znaczące w polskiej literaturze fantastycznonaukowej, iż na samą myśl o podsumowaniu tej lektury ogarnia mnie poczucie niemocy. Chodzi o słynne „Dzienniki gwiazdowe” Stanisława Lema, monumentalny cykl opowiadań o przygodach kosmicznego podróżnika Ijona Tichego. Niniejsze wydanie nie zawiera oczywiście wszystkich tekstów z tej serii, która powstawała przez prawie 50 lat. Oprócz samych Podróży Ijona Tichego, nie tyle zatytułowanych, co ponumerowanych, i cyklu Ze wspomnień Ijona Tichego, do „Dzienników gwiazdowych” można zaliczyć wszystkie książki traktujące o tym bohaterze i jego wszechświecie, a więc „Wizję lokalną” i „Pokój na Ziemi”.

    Tak naprawdę bardzo mało wiemy o Ijonie Tichym. Nie znamy jego biografii ani rodziny. Na Ziemię zagląda on rzadko, choć posiada mieszkanie, w którym zatrzymuje się podczas tych krótkich okresów wytchnienia. Większość czasu spędza w przestrzeni kosmicznej, przemieszczając się pomiędzy rozmaitymi układami gwiezdnymi i badając życie biologiczne oraz społeczne na ich planetach. Podczas owych podróży nie starzeje się ani specjalnie nie zmienia, a jego licznych przygód i doświadczeń wystarczyłoby na wypełnienie nie jednego, ale wielu żyć, lub obdzielenie nimi całego legionu ludzi. Jest „autorem” wszystkich książek o sobie, na każdej planecie szybko zaczyna się czuć jak w domu, a wśród jego znajomych znajdują się największe osobistości nauki przedstawionego świata.

piątek, 15 sierpnia 2025

Recenzja „Katedry‟ Jacka Dukaja


    Sięgnęłam po tę książkę ze względu na jej zwięzłość (zawiera tylko 100 stron) oraz renomę autora. Od kilku lat przymierzam się do lektury obszernego popularnonaukowego eseju „Po piśmie”, ostatnio zaś ciekawi mnie monumentalne dzieło Dukaja pt. „Lód”. Przyszłość pokaże, czy faktycznie zapoznam się z tymi pozycjami i jakie wrażenia z nich wyniosę. Zaś na razie skupmy się jedynie na „Katedrze”.

    Otóż początkowo ta książka mnie nie porwała. Ze względu na objętość jest to bardziej opowiadanie niż powieść, pomimo to nie zdołałam przeczytać jej w ciągu jednego dnia. Przedstawiona w niej tematyka wymaga skupienia uwagi i dawkowania tekstu małymi porcjami. W mojej opinii książka ta plasuje się na pograniczu SF i horroru. Wiele elementów opisanego świata może przerazić lub przynajmniej zaszokować czytelnika. W tym względzie przypomina ona trochę „Hyperiona” Dana Simmonsa, którego lektury nie zdołałam dokończyć, pomimo dobrych recenzji tej powieści.