Sięgnęłam po tę książkę ze względu na jej zwięzłość (zawiera tylko 100 stron) oraz renomę autora. Od kilku lat przymierzam się do lektury obszernego popularnonaukowego eseju „Po piśmie”, ostatnio zaś ciekawi mnie monumentalne dzieło Dukaja pt. „Lód”. Przyszłość pokaże, czy faktycznie zapoznam się z tymi pozycjami i jakie wrażenia z nich wyniosę. Zaś na razie skupmy się jedynie na „Katedrze”.
Otóż początkowo ta książka mnie nie porwała. Ze względu na objętość jest to bardziej opowiadanie niż powieść, pomimo to nie zdołałam przeczytać jej w ciągu jednego dnia. Przedstawiona w niej tematyka wymaga skupienia uwagi i dawkowania tekstu małymi porcjami. W mojej opinii książka ta plasuje się na pograniczu SF i horroru. Wiele elementów opisanego świata może przerazić lub przynajmniej zaszokować czytelnika. W tym względzie przypomina ona trochę „Hyperiona” Dana Simmonsa, którego lektury nie zdołałam dokończyć, pomimo dobrych recenzji tej powieści.
Książka jest napisana trudnym i oszczędnym językiem, właściwie slangiem używanym w świecie, który zaistniał tylko w wyobraźni autora. Bez ogólnej erudycji, obycia z bardziej wyrafinowaną polszczyzną oraz przynajmniej pobieżnej wiedzy z zakresu nauk ścisłych, nie ma co marzyć o jej zrozumieniu. Wyjaśnień jest mało i wielu rzeczy trzeba się domyślać, trzeba wciąż dodawać dwa do dwóch, by uzyskać spójny obraz opisanego świata. Dlatego jest to pozycja dla czytelników wymagających, a nie dla tych poszukujących prostej rozrywki.
W drugiej części lektury udało mi się już wciągnąć w fabułę, a nawet polubić głównego bohatera i poczuć żal z powodu jego nieuchronnej śmierci. Sama Katedra także robi niesamowite wrażenie, z jednej strony nawiązując do wielkich dzieł architektury, chociażby słynnej katedry Sagrada Familia w Barcelonie zaprojektowanej przez Antonio Gaudiego, z drugiej kojarząc się z koszmarami sennymi. Dodatkową grozę może budzić fakt, iż Katedra Dukaja jest właściwie żyjącym i wciąż rozrastającym się organizmem.
Na podstawie tego opowiadania powstał krótkometrażowy film Tomasza Bagińskiego o tym samym tytule, nominowany do Oscara. Czytelników, które na pewno nie sięgną po książkę, zachęcam więc przynajmniej do obejrzenia tej produkcji, która wprawdzie nie pokazuje całości fabuły, jednak świetnie oddaje klimat dzieła literackiego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz