niedziela, 17 sierpnia 2025

Recenzja „Dzienników gwiazdowych‟ Stanisława Lema


    Dzieło, z którym postanowiłam tym razem się zmierzyć, jest naprawdę wielkie i tak znaczące w polskiej literaturze fantastycznonaukowej, iż na samą myśl o podsumowaniu tej lektury ogarnia mnie poczucie niemocy. Chodzi o słynne „Dzienniki gwiazdowe” Stanisława Lema, monumentalny cykl opowiadań o przygodach kosmicznego podróżnika Ijona Tichego. Niniejsze wydanie nie zawiera oczywiście wszystkich tekstów z tej serii, która powstawała przez prawie 50 lat. Oprócz samych Podróży Ijona Tichego, nie tyle zatytułowanych, co ponumerowanych, i cyklu Ze wspomnień Ijona Tichego, do „Dzienników gwiazdowych” można zaliczyć wszystkie książki traktujące o tym bohaterze i jego wszechświecie, a więc „Wizję lokalną” i „Pokój na Ziemi”.

    Tak naprawdę bardzo mało wiemy o Ijonie Tichym. Nie znamy jego biografii ani rodziny. Na Ziemię zagląda on rzadko, choć posiada mieszkanie, w którym zatrzymuje się podczas tych krótkich okresów wytchnienia. Większość czasu spędza w przestrzeni kosmicznej, przemieszczając się pomiędzy rozmaitymi układami gwiezdnymi i badając życie biologiczne oraz społeczne na ich planetach. Podczas owych podróży nie starzeje się ani specjalnie nie zmienia, a jego licznych przygód i doświadczeń wystarczyłoby na wypełnienie nie jednego, ale wielu żyć, lub obdzielenie nimi całego legionu ludzi. Jest „autorem” wszystkich książek o sobie, na każdej planecie szybko zaczyna się czuć jak w domu, a wśród jego znajomych znajdują się największe osobistości nauki przedstawionego świata.
    
    Tematyka poruszona w „Dziennikach gwiazdowych” jest, wbrew pozorom, niezwykle poważna i doniosła. Pod przykrywką obcych planet Lem pokazuje cywilizację ludzką w krzywym zwierciadle, w rozmaitych jej aspektach – społecznym, politycznym, religijnym czy rozwoju nauki. Te inne planety wcale nie są tak bardzo inne, ponieważ jak mówi sam Tichy, większość z nich to po prostu ziemie na różnych etapach rozwoju, z mieszkańcami łudząco podobnymi do ludzi, a nawet jeśli biologicznie się od nas różnią, to mentalnie są właściwie naszą kopią. Pamiętajmy, że autor tworzył w większości w okresie PRL-u i ze względu na cenzurę nie mógł powiedzieć wszystkiego wprost. Dzięki przeniesieniu akcji w dalekie światy łatwiejsze było pokazanie różnych zagrożeń i absurdów życia człowieka, zarówno po naszej stronie „żelaznej kurtyny”, jak i w świecie kapitalistycznym.




    W Podróży trzynastej autor opisał bliźniacze, skłócone ze sobą planety Pintę i Pantę, gdzie całe życie mieszkańców było kontrolowane i sterowane odgórnie przez władzę, nie pozostawiając miejsca na wolność, indywidualny wybór, a nawet zdrowy rozsądek. Pintyjczycy są przyuczani do życia pod wodą i powoli zamieniani w ryby, choć dla istot oddychających płucami jest to absolutnie niemożliwe. Z kolei na Pancie liczy się jedynie kolektyw, byt jednostkowy właściwie przestał istnieć i powrót do niego jest największą karą. Pantyjczycy są identyczni nawet pod względem rysów twarzy. Nietrudno zgadnąć, że autor ukazał pod pretekstem owej podróży absurdy życia w komunizmie. Z kolei w Podróży dwudziestej czwartej Lem pokazuje społeczność, wśród której najważniejsze jest coś odwrotnego, mianowicie indywidualna wolność doprowadzona do skrajności. Nikt nie może zmusić nikogo do niczego, czego by ten drugi sobie nie życzył. Jest to więc liberalizm w swojej najbardziej radykalnej odsłonie. Lecz oprócz wolności OD, czyli braku przymusu, istnieje także wolność DO, czyli pewne niezbywalne i niezaprzeczalne prawa – prawo do godnego życia, do bezpieczeństwa, do zaspokojenia podstawowych potrzeb, które na owej planecie nie są realizowane. Wolność ujęta w ten sposób dotyczy przeze wszystkim klasy posiadającej, która postrzega bezrobotnych przedstawicieli klasy robotniczej jedynie jako problem.

    Najdłuższa i moim zdaniem najważniejsza jest jednak Podróż dwudziesta pierwsza, czyli odwiedziny na planecie Dychtonii. Autor zastanawia się tutaj przede wszystkim nad kwestią wiary w Boga. Czy religia jest nadal potrzebna istotom, które osiągnęły wszechmoc, również w kwestii dowolnego przekształcania własnych ciał? Ograniczenia wynikające z cielesności przestały więc istnieć, a kwestie moralności zostały bardzo poluzowane. Seks służy głównie przyjemności, pojawiły się też kolejne płcie. Jak więc możemy zauważyć, już przez kilkudziesięciu laty Lem poruszał zagadnienia, które w obecnych czasach stają się coraz bardziej ważkie, powodując okopywanie się na skrajnych pozycjach i mocno polaryzując społeczeństwo. W takich warunkach wiarę zachowują już tylko roboty i komputery, które niczego od Boga nie oczekują, a jedynie uznają Jego istnienie i konieczność samoograniczenia, rezygnując z władzy czy przyjemności nawet tam, gdzie są one dostępne. Takie wnioski mogą doprawdy dziwić, gdy wychodzą spod pióra tak słabo określonej w kwestiach wiary jak Stanisław Lem.

    W „Podróżach gwiazdowych” co rusz pojawiają się inteligentne maszyny, komputery oraz człekokształtne roboty, co również stanowi dziś bardzo aktualny i palący temat. Czy będą one dla człowieka pomocą, czy raczej zagrożeniem? W jakim stopniu powinniśmy pozwolić im na samoświadomość i przyznawać prawa? Czy nasze systemy prawne są w ogóle gotowe na pojawienie się inteligentnych bytów innych niż ludzkie? Czy będą one chciały zająć nasze miejsce? Czy da się jeszcze odróżnić człowieka od maszyny? Trudno więc zaprzeczyć, że także w tym względzie wizjonerstwo Lema wykraczało daleko poza własne czasy.

    Ijon Tichy spotyka dość często naukowców genialnych, lecz jednocześnie szalonych i pozbawionych hamulców moralnych. Nawet ich wygląd jest na ogół dziwaczny, a maniery, mówiąc delikatnie, mocno nieuprzejme. Ich pierwowzorami w literaturze mogli być więc doktor Frankenstein z powieści Mary Shelley, profesor Challenger z „Zaginionego świata” Arthura Conan Doyle’a czy doktor Moreau z powieści Herberta George’a Wellsa. Pomimo to nasz bohater odwiedza tych szaleńców w ich siedzibach, czasem przypadkowo, a czasem umyślnie poszukując kontaktu z nimi, i zapoznaje się z ich unikalnymi, lecz jednocześnie wątpliwymi etycznie i dość niebezpiecznymi eksperymentami. Co wyniknie z każdego z tych spotkań, możecie odkryć sami dzięki lekturze owych opowiadań.

    Książkę czyta się powoli, ponieważ wiele jej fragmentów to minimum akcji, a za to spora ilość opisów i rozmyślań filozoficznych. Jak większość dzieł Lema, jest to więc lektura trudna i wymagająca, a dla części czytelników zapewne nużąca i mało zrozumiała. Wymaga również choćby pobieżnej wiedzy z zakresu nauk ścisłych i przyrodniczych, jak chyba wszystkie dobre pozycje s-f, lecz Lem nie ogranicza się do tego, będąc erudytą w sensie ogólnym.

    Jest to na pewno książka, która pozostaje w głowie na dłużej, zamiast szybko z niej ulecieć, jak wiele łatwiejszych w odbiorze powieści o charakterze czysto rozrywkowym. Polecam ją miłośnikom dzieł tego autora i całej literatury fantastycznonaukowej, ale także wszystkim osobom o otwartych umysłach, chcącym poszerzyć swoje intelektualne horyzonty.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz