„Eryk‟ to ogólnie dziewiąta pozycja z cyklu Świat Dysku autorstwa Terry'ego Pratchetta oraz czwarta w podcyklu o nieudolnym magu Rincewindzie. Jest to jedna z najmniejszych objętościowo książek z tej serii, licząca zaledwie 114 stron w polskim wydaniu, a więc dla czytelników dysponujących sporą ilością wolnego czasu, pozycja do przeczytania w jeden wieczór.
Książka ta ma „Fausta‟ w angielskim podtytule, a więc jest nawiązaniem do słynnego dzieła J. W. von Goethego. Zapoznałam się z nim jako licealistka, potem zaś nie odświeżałam swojej wiedzy na ten temat, można więc zgadywać, że niewiele z niego pamiętam. W każdym razie u Pratchetta mamy nie dorosłego alchemika, ale zaledwie czternastoletniego demonologa o imieniu Eryk, który próbuje wywołać złego ducha, aby spełnił trzy dość naiwne życzenia chłopaka. Zamiast porządnego demona w magicznym kręgu pojawia się nieszczęsny Rincewind, który w finale tomu pt. „Czarodzicielstwo‟ – jak wierni czytelnicy cyklu z pewnością – pamiętają trafia do Piekielnych Wymiarów i nie udaje mu się z nich wydostać, a następnie jego nieodłączny Bagaż. Najbardziej pechowy mag Świata Dysku zostaje więc wmanewrowany w kolejną serię ryzykownych i chwilami dość zabawnych przygód.
Jak to zwykle u Pratchetta bywa, nie obędzie się bez nawiązań do realiów z naszego świata czy znanych utworów literackich, poza wspomnianym już „Faustem‟. Dostajemy więc tym razem rdzennych Amerykanów i ich zabójcze rytuały, mitologię grecką i wojnę trojańską, a także wędrówkę po piekle, przypominającą nieco tę z „Boskiej komedii‟ Dantego. Piekło zresztą nie przypomina już zbytnio tego, które znamy z chrześcijańskich przekazów religijnych, ponieważ nawet tam dotarła już papierologia i obyczaje rodem z dużych korporacji.
Pojawia się też motyw stworzenia wszechświata, będący wymieszaniem teorii Wielkiego Wybuchu oraz chrześcijańskiej doktryny. Autor wprawdzie określał sam siebie jako ateistę, lecz moim zdaniem był co najwyżej agnostykiem, ze względu na częste nawiązania do religii w jego dziełach i niejasne przeczucie, że te kwestie nie były mu tak naprawdę obojętne. Był wprawdzie bardzo krytyczny wobec tradycyjnie pojmowanych religii oraz zła, jakie wyrządziły one ludziom na przestrzeni wieków, lecz jednocześnie jego książki pełne są ciepła, głębokiego humanizmu i troski wobec każdej istoty żywej. To właśnie życie, to doczesne, a nie wieczne, było dla niego najwyższym dobrem, a także empatia, poczucie sprawiedliwości i działanie na rzecz innych. Wcale nierzadko pojawiają się też tradycyjne wartości rodzinne.
Książka pełna jest tak typowego dla Pratchetta subtelnego humoru oraz nieszkodliwego sarkazmu i trzeźwej oceny rzeczywistości. Niejednokrotnie przyjdzie się czytelnikowi uśmiechnąć, a nawet roześmiać podczas jej lektury. Ma więc ona, jak wszystkie pozycje z tej serii, działanie relaksujące, a nawet terapeutyczne dla duszy zbolałej od paradoksów współczesnego świata. Również sam Rincewind staje na ogół na wysokości zadania i nawet daje się polubić. Mimo bardzo znikomych umiejętności magicznych, ma on zarówno zdrowy rozsądek, jak i serce na właściwym miejscu. Można nawet powiedzieć, że często w ogólnym szaleństwie tylko on jeden pozostaje przy zdrowych zmysłach i potrafi właściwie zareagować.
Dla mnie osobiście jest to jeden ze słabszych tomów cyklu. Postaci żeńskich jest w nim jak na lekarstwo, książka prezentuje więc raczej męski punkt widzenia. Co nie jest zarzutem, bo przecież fani autora są obojga płci. Jak większość z nas zapewne wie, magom nie wolno zadawać się z kobietami, więc nie kręci się ich zbyt wiele wokół Rincewinda. Zupełnie inaczej wygląda to w podcyklach o Czarownicach z Lancre czy Tiffany Obolałej, gdzie to właśnie kobiety dostają decydujący głos, i to właśnie te są moimi ulubionymi. Jest to jednak temat na oddzielne recenzje.
Podsumowując, polecam „Eryka‟ podobnie jak wszystkie pozostałe pozycje o Świecie Dysku, szczególnie miłośnikom tej serii, dla których cenna jest każda uncja wiedzy o ich ulubionym uniwersum. Polecam go także osobom lubiącym w literaturze odniesienia do klasycznych dzieł i popularnych motywów kulturowych. Ręczę, że w „Eryku‟ z całą pewnością ich nie zabraknie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz